Ten widok mógł zepsuć nastrój krakowianom spacerującym podczas minionego weekend wzdłuż Błoń. Kilka ciężarówek wjechało i zaparkowało na zabytkowym zieleńcu, zostawiając za sobą błotniste kratery. Dlaczego na to pozwolono? "Organizator imprezy naruszył warunki umowy i nie zabezpieczył nawierzchni deskami. Zapłaci za rekultywację Błoń, w przyszłości może już nie otrzymać pozwolenia" - komentuje sprawę w rozmowie z reporterem Radia Kraków magistrat.
Przyjazd cyrku do Krakowa już od kilku miesięcy wywoływał ogromne emocje. Organizacje walczące o ochronę zwierząt apelowały do władz miast, by zabroniły na wjazd grupom, które w pokazach wykorzystują zwierzęta. Na taki krok zdecydowały się wcześniej m.in. Słupsk, Opole i Wrocław. Kraków nie poszedł jednak ich śladem. Magistrat tłumaczył, że byłoby to niezgodne z prawem i sąd administracyjny taką decyzję mógłby uchylić (stało się tak w Warszawie).
Cyrk wjechał więc do Krakowa i to z impetem. Namiot ustawiono tuż obok nawierzchni, która została odnowiona po Światowych Dniach Młodzieży. Przy namiocie zaparkowało kilka ciężarówek i prywatnych samochodów. Trawnik obok cyrku zaczął przypominać zaorane pole. Ciężarówki wjechały także na ledwo co odnowiony teren.
fot: K. Surówka
- Cyrk od wielu lat pojawia się w Krakowie i nigdy nie było takich zniszczeń. Trudno, żeby zwierzęta dochodziły do cyrku z parkingów, ciężarówki musiały stanąć w pobliżu. Organizator miał jednak zabezpieczyć teren deskami. Jako że tego nie zrobiono, możemy zatrzymać wpłaconą kaucję, w wysokości 10 tysięcy złotych i wykorzystać ją na rekultywację Błoń. Dodatkowo mamy nauczkę na przyszłość i dwa razy się zastanowimy zanim znów udzielimy pozwolenia temu podmiotowi - mówi w rozmowie z Radiem Krakow Tomasz Popiołek, dyrektor ds. administracyjnych krakowskiego Urzędu Miasta.
Jaką korzyść ma Kraków z przyjazdu cyrku? "Wpłacono czynsz za użytkowanie terenu w wysokości 2 tysięcy złotych" - tłumaczy Popiołek.
(Karol Surówka/ko)