Kraków i Warszawa założyły się, które z miast będzie miało wyższą frekwencję w wyborach prezydenckich. Kraków przegrał trzema procentami i musiał wyjść na dwór. Miasto, i jego prezydent, wybrali się tam (czyli na pole) w czwartkowe popołudnie.
Na dwór, czy na pole? Posłuchaj wypowiedzi uczestników i Aleksandra Miszalskiego.
Gdyby to Warszawa wygrała, musiałby wyjść na pole. Niestety, stolica wykręciła wyższą frekwencję w wyborach prezydenckich (83 proc.) i miała prawo wyegzekwować od Krakowa wyjście na dwór. Co też Kraków uczynił w czwartkowe popołudnie (mieliśmy prawie 80 proc. frekwencji w wyborach) - z podniesioną głową spacerował ulicami starego miasta. Jakie wrażenia ze spaceru na dwór?
Jestem z Podkarpacia, z Krosna, i tam też wychodzi się na pole, ale mój tato jest z Lubelszczyzny i wychodził na dwór. W wyborach braliśmy udział, zawsze bierzemy. Wyszliśmy na dwór, ale jednak po krakowsku
- opowiadali spacerowicze.
Najważniejsze, że akcja przyniosła dobre efekty. Jeżeli chodzi o frekwencję, to zajęliśmy drugie miejsce wśród dużych miast, jestem z tego zadowolony
- przekonywał Aleksander Miszalski, prezydent Krakowa, który też wyszedł na dwór.
A spacer skończył się na prawdziwym dworze, w dodatku królewskim - Wawelu.
#Kraków wyszedł na… dwór.
— Elżbieta Raczyńska (@_eraczynska) June 5, 2025
Po przegranej z #Warszawa jeśli chodzi o frekwencję w #WyboryPrezydenckie2025 - mieszkańcy na czele z prezydentem @Miszalski_ przeszli przez stare miasto aż na… dwór wawelski. @RadioKrakow pic.twitter.com/td23UapciG