Kraków wypowiada wojnę nielegalnemu graffiti. Miejscy urzędnicy, wspólnie z firmą zajmującą się usuwaniem szpecących napisów, chcą pokazać, że jest sposób na niechciane bohomazy.
Posłuchaj Wiesława Starowicza - doradcy prezydenta do spraw gospodarki miejskiej
Polega na pokryciu elewacji budynku farbą antygraffiti, dzięki której likwidacja malunku jest szybka i łatwa. Dzisiaj działanie tej metody zaprezentowano na bloku przy ulicy Borkowskiej w Krakowie. W ramach porozumienia, jeśli na bloku pojawi się napis, firma zobowiązała się go usunąć. Porozumienie między miastem a przedsiębiorcą potrwa pół roku.
Rocznie w Krakowie pojawia się ponad dwa tysiące napisów na murach, zarówno na budynkach należących do miasta jak i do prywatnych właścicieli. Zarząd Budynków Komunalnych w Krakowie, w ubiegłym roku wydał na zamalowywanie napisów około 70 tysięcy złotych. W tym roku zamierza przeznaczyć na ten cel podobną sumę, na razie wydał ponad 15 tysięcy złotych.
Choć skutecznie usuwa graffiti, wcale nie zniechęca wandali do malowania kolejnych bohomazów. Tak niektórzy mieszkańcy Krakowa ocenili tę metodę.
Miejscy urzędnicy chcieliby, żeby prywatni właściciele zaczęli ją stosować na swoich budynkach. Może to pomogłoby w walce z graffiti - mówi Marcin Paradysz - z Zarządu Budynków Komunalnych w Krakowie i wymienia rejony, w których nielegalnych napisów jest najwięcej. Kraków szpeci około dwóch tysięcy nielegalnych napisów.
(Aleksandra Ratusznik/ko)