Pan Józef z Krzeszowic walczy z NFZ o zwrot pieniędzy za leczenie za granicą. Według niego fundusz łamie prawo unijne. Jak informowaliśmy kilka miesiący temu w Radiu Kraków, na początku tego roku w całej Unii Europejskiej zaczęła obowiązywać tzw. dyrektywa transgraniczna. Teraz ubezpieczyciel powinien zapłacić za leczenie pacjenta, gdziekolwiek w Europie by je podjął.
Z tej dyrektywy postanowił skorzystać Józefa Bereza, mieszkaniec podkrakowskich Krzeszowic. W ostatnich miesiącach zaczął mu się psuć wzrok. Poszedł więc do lekarza, a ten zdiagnozował kataraktę. Konieczny był zabieg. Wystarczyło więc pójść do kliniki i zapisać do kolejki. Długość tej kolejki przerosła jednak najśmielsze oczekiwania pana Józefa.
Ponieważ pan Józef wiedział o obowiązywaniu nowej dyrektywy transgranicznej, poddał się zabiegowi w czeskim Cieszynie. Tam czekał na termin zaledwie kilka dni. Rachunek na 2500 złotych wysłał do NFZ.
NFZ pomimo obowiązywania dyrektywy odmówił wypłaty pieniędzy.
Według Jolanty Pulchnej, rzeczniczki małopolskiego oddziału NFZ, dyrektywy obowiązują na terenie Unii, ale szczegóły odnośnie jej działania w Polsce nie zostały jeszcze przegłosowane przez Sejm . Choć wielu prawników przekonuje, że dyrektywy, zgodnie z Konstytucją, są ponad ustawą i już zaczęły obowiązywać, fundusz pozostaje przy swoim.
[Posłuchaj: ]
Pan Józef wystąpił na drogę sądową. Oprócz pozwu cywilnego wnioskował też o sądowy nakaz zapłaty dla NFZ. Sąd otrzymał wniosek i go oprotestował. Pan Józef więc, czas zaoszczędzony na staniu w kolejce do polskiego lekarza, teraz prawdopodobnie znów straci w polskich sądach.
Ministerstwo Zdrowia zapowiada, że ustawy, które umożliwią funkcjonowanie w Polsce dyrektywy transgranicznej, zaczną obowiązywać w połowie roku. Według NFZ wszystkie osoby, które przed tym terminem będą się leczyły za granicą, nie otrzymają zwrotu pieniędzy. Chyba że jeszcze przed zabiegiem otrzymają oficjalną zgodę funduszu.