Radni uchwalili plan miejscowy dla Żabińca w Krakowie. Tym samym sprzeciwili się planom dewelopera, który miał tam budować nowoczesne osiedle mieszkaniowe. Problemem dla niego okazał się zapis o planach budowy łącznicy kolejowej, który zabiera deweloperowi znaczną część działek. Miasto z kolei przekonuje, że łącznica jest szansą dla rozwoju kolei aglomeracyjnej. Deweloper chce jednak teraz wielomilionowego odszkodowania.
Posłuchaj materiału Bartłomieja Ziai
Radni Miejscy przekonywali, że mieszkańcy Żabińca od dawna czekają na uchwalenie planu miejscowego „Żabiniec”.
- Musieliśmy go uchwalić przed zakończeniem tej kadencji. On w wielu miejscach zabezpiecza tereny zielone dla mieszkańców, którym je odebrano w wyniku budowy linii tramwajowej do Górki Narodowej. Mieszkańcy od lat na to czekają. Ograniczy to zabudowę blisko istniejących osiedli mieszkaniowych, ale nie wyklucza tej zabudowy w innych miejscach. Takie gorzkie żale deweloperów są przedwczesne – tłumaczy radny Łukasz Maślona.
Kością niezgody w planie miejscowym była łącznica kolejowa. Jej budowa spowodowałaby duże straty dla dewelopera, który chciał tam budować nowoczesne osiedle mieszkaniowe.
- To osiedle, które jest zielonym osiedlem bez dróg wewnętrznych. To osiedle zaprojektowane przez londyńskich projektantów. Bardzo ekologiczne osiedle, przyjazne dla mieszkańców. Z tego projektu, za który zapłacono, nie będzie nic - mówi Mariusz Sokołowski, rzecznik inwestora Angel Green.
Radny Grzegorz Stawowy tłumaczył, że budowa łącznicy kolejowej jest dużą szansą dla rozwoju ruchu aglomeracyjnego.
- Kraków jest drugim najbardziej zakorkowanym miastem tej wielkości na świecie. My nie możemy sobie pozwolić, żeby nie zarezerwować terenu pod łącznicę kolejową, która połączy linię numer 100 i Dworzec Główny w Krakowie. To jedyne rozwiązanie, żeby pociągiem ze wschodniego Krakowa wjechać na Dworzec Główny - podkreślał.
Tymczasem deweloper twierdzi, że nie ma skonkretyzowanych planów budowy łącznicy.
- Najtrudniejsze jest to, że nie wiadomo, czy ta łącznica w ogóle powstanie. Mamy wrażenie, że na siłę w ramach niezbyt ustalonego celu wpycha się coś, co Kraków może wiele kosztować - mówi Mariusz Sokołowski.
Deweloper będzie domagał się wielomilionowego odszkodowania. O tym czy go dostanie, zdecyduje jednak sąd.
- Jest oczywiście ryzyko związane z roszczeniami w stosunku do gminy Kraków. To trzeba jednak wykazać i udowodnić. Po drugie, jeśli uchwała planistyczna nie odpowiada oczekiwaniom właściciela terenu, może być przedmiotem skargi do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego - mówi wiceprezydent Krakowa Jerzy Muzyk.
Gra toczy się o dużą stawkę. Deweloper zapowiada, że będzie starał się uzyskać od miasta… ćwierć miliarda złotych.