Do niebezpiecznego zdarzenia doszło w piątek w Urzędzie Miasta Krakowa. Na dzienniku podawczym rozpylona została drażniąca substancja. Poszkodowane urzędniczki skarżyły się na podrażnienia błon śluzowych. Narażeni byli zarówno pracownicy magistratu, jak i mieszkańcy załatwiający swoje sprawy. "To był happening" - tłumaczą aktywiści z Krowoderska.pl.
Prezydent Krakowa potępił incydent, nazywając go formą agresji nie mającą nic wspólnego z debatą publiczną. „Nie pozwolę, by pracownicy Urzędu Miasta byli zastraszani i narażani w imię politycznych interesów” – podkreślił. Sprawa została zgłoszona służbom, a zapewnienie bezpieczeństwa urzędnikom i mieszkańcom – jak dodał – pozostaje priorytetem władz miasta.
Prezydent przypomniał również o niedawnych groźbach śmierci, które kierowane były pod jego adresem. Ponowił apel o powstrzymanie emocji w politycznym sporze i powrót do dialogu.
Dziś w Urzędzie Miasta Krakowa doszło do skandalicznego incydentu. Na dzienniku podawczym została rozpylona drażniąca substancja. Narażeni zostali pracownicy urzędu oraz mieszkańcy, którzy w tym czasie załatwiali swoje sprawy. Poszkodowane urzędniczki skarżą się na podrażnienia… pic.twitter.com/S0pl3CWVB5
— Aleksander Miszalski (@Miszalski_) September 12, 2025
"Krytyka władz jest elementem debaty publicznej"
Co się właściwie stało? Aktywiści z portalu Krowoderska pl przyznają, że to oni wpadli na pomysł z rozpyleniem substancji w magistracie; tłumaczą, że nie chodziło o żaden atak. To miał być happening ("piętnujący kolesiostwo"), użyto odświeżacza powietrza, a nie drażniącej substancji.
"Po piątkowym odlocie Prezydenta zgłosiliśmy się do urzędu, prosząc o aresztowanie przez straż miejską. Ale strażnicy, którzy widzieli akcję, o której mowa, odmówili. Idziemy więc na policję oddać się w ręce sprawiedliwości" - piszą aktywiści w mediach społecznościowych.
Magistrat komentuje: "Krytyka władz jest elementem debaty publicznej, ale tego typu naganne zachowanie wobec pracowników urzędu – osób, które codziennie służą mieszkańcom – jest nie do zaakceptowania. Granicą każdego happeningu powinno być bezpieczeństwo i godność drugiego człowieka oraz szacunek wobec osób, które wykonują swoją pracę. Akcja performerska nie może narażać innych na niebezpieczeństwo, stres czy poczucie zagrożenia. To nie ma nic wspólnego z odpowiedzialnym wyrażaniem opinii. Na miejsce została wezwana policja, analizowane są także zapisy monitoringu, by szczegółowo wyjaśnić sprawę".