-Pojechałyśmy na polskie wybrzeże bez żadnej konkretnej opowieści w myślach. Nie wiedziałyśmy, czy powstanie portret miejsca czy opowieść o konkretnej osobie - mówi Tadeuszowi Markowi debiutująca filmem „Bałtyk” dokumentalistka Iga Lis. Ostatecznie zrealizowany został drugi scenariusz. Wszystko zaczęło się od długiej kolejki i zapachu wędzonych ryb.
Posłuchaj rozmowy Tadeusza Marka z Igą Lis
Pani Miecia nazywana jest królową Łeby. Charyzmatyczna właścicielka miejscowej wędzarni stanie się naszym - widzów - łącznikiem z właściwą bohaterką filmu, czyli… codziennością. Zdjęcia do produkcji trwały dwa lata. Z wielu godzin nagrań wyciągnięta została esencja, która w oderwaniu od języka filmu mogłaby się wydać cokolwiek przeciętna. Oto silna, sprawcza kobieta orientuje się, że musi zwolnić. Wyjeżdża do sanatorium a w tym samym czasie zięć przejmuje prowadzenie biznesu. Tylko tyle. A jednak, przepuszczenie tej opowieści przez oko kamery sprawia, że obcując z nią naprawdę można sobie przypomnieć o tym, co w życiu najważniejsze.
-Skąd wzięła się w tobie potrzeba do wsłuchiwania się w opowieści innych ludzi?
-Kiedy miałam dwadzieścia jeden lat chciałam nagrać dokument o moich rówieśniczkach, czasem kierowałam także kamerę na siebie. Uświadomiłam sobie wtedy, że niewiele jeszcze przeżyłam i uznałam za ciekawsze słuchanie bardziej doświadczonych.
O pomyśle Igi Lis na robienie kina dokumentalnego z reżyserką rozmawia Tadeusz Marek.