Do Urzędu Miasta Krakowa wpłynęło kolejne zawiadomienie w sprawie uszkodzenia drzew przez ekipy budowlane. Tym razem chodzi o teren przy ulicy Fabrycznej. Zdaniem mieszkańców inwestor w taki sposób wykopał rów, że uszkodził korzenie kilkunastu modrzewi.
- Przechodząc zobaczyłam pracującą koparkę. W powietrze leciała ziemia i kawałki korzeni. Miałam łzy w oczach, widząc jak trasa wykopu rowu prowadzi między 10-letnimi modrzewiami. To było centymetry od drzew - mówi anonimowo jedna z mieszkanek. Na miejscu kontrolę przeprowadziła straż miejska.
Nie ma na razie informacji, czy deweloper naruszył prawo. "To, czy doszło do naruszenia prawa, dopiero się okaże. My możemy podjąć działanie związane z ukaraniem takiej osoby dopiero gdy drzewo uschnie" - mówi Ewa Olszowska-Dej, z krakowskiego magistratu.
Inwestor tłumaczy, że działał zgodnie z pozwoleniem i nie miał możliwości wykopania rowu w inny sposób. Dodaje też, że jeśli drzewa uschną, to stworzy w tym miejscu zieleniec.
Zaostrzenie prawa Szyszki przyniosło efekty?
Do 17 czerwca, czyli do dnia w którym znowelizowana została ustawa o wycince drzew, krakowska straż otrzymywała nawet kilkadziesiąt zgłoszeń dziennie od mieszkańców zaniepokojonych wyrębem. "Teraz tego typu zgłoszenia należą do rzadkości" - twierdzi Marek Anioł z krakowskiej straży miejskiej.
Tzw. "lex Szyszko" weszło w życie 1 stycznia. Pozwalało ono na wycinkę drzew na własnej posesji bez konieczności uzyskiwania pozwoleń, o ile nie było to związane z działalnością gospodarczą. W wielu miejscach prawo było jednak nadużywane przez deweloperów. Dlatego po kilku miesiącach znowelizowano ustawę - teraz znów trzeba wycinkę drzew zgłosić w gminie.
fot: słuchaczka RK
fot: słuchaczka RK
(Karol Surówka/ko)