Bramownice zamontowane przed wiaduktem w Kleczy Dolnej koło Wadowic znów są uszkodzone. Wczoraj w oznakowanie wjechała kolejna ciężarówka. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad w Krakowie wymieniła urządzenie na nowe, ale już dziś metalowe konstrukcje są ponownie wygięte i zniszczone. To kolejne tego typu zdarzenie w tym miejscu.
Jak podkreśla Kacper Michna z krakowskiego oddziału GDDKiA, kierowcy lekceważą znaki i ignorują bramownice, mimo że ich zadaniem jest zapobieganie podobnym wypadkom.
Każdy samochód, który dotknie tej bramownicy, powinien się zatrzymać. Niestety tak się nie dzieje. Widzimy, że kierowcy z premedytacją przejeżdżają w tym miejscu, próbują przejechać pod wiaduktem, ale ponieważ dojazd do niego jest na pochyłości, to często im się to nie udaje i samochody się tam klinują
– mówi Michna.
Dodaje, że oznakowanie wiaduktu w Kleczy Dolnej należy do najdokładniejszych w Polsce. Ostrzeżenia o ograniczeniu wysokości pojazdów (do 3,5 metra) znajdują się już kilkadziesiąt kilometrów przed tym miejscem – zarówno od strony Zakopianki, jak i Bielska-Białej. Dodatkowe znaki i bramownice ustawiono bezpośrednio przed wiaduktem.
Mimo to sytuacja się powtarza. Kolejne ciężarówki klinują się pod niskim wiaduktem, powodując korki na drodze krajowej numer 52.
Jest tam problem, jeżeli chodzi o kierujących samochodami ciężarowymi, którzy nie zwracają uwagi na znaki drogowe, przez co powodują utrudnienia w ruchu drogowym. Zdarza się, że wiadukt jest też uszkadzany
– przyznaje Agnieszka Petek, rzeczniczka Komendy Powiatowej Policji w Wadowicach.
Za zlekceważenie oznakowania i wjazd pod wiadukt grozi mandat w wysokości 150 złotych oraz 2 punkty karne. Jak informuje GDDKiA, bramownice w Kleczy Dolnej trzeba wymieniać średnio co trzy miesiące. Koszt jednej konstrukcji to około 3 tys. złotych.