"To była mocna wymiana ciosów, ale wyraźnego zwycięzcy nie ma" - tak czwartkową debatę ocenia Jarosław Flis z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Kandydaci na prezydenta w studiu telewizji TVN przez 70 minut odpowiadali na pytania dziennikarzy i przepytywali siebie nawzajem. Zdaniem socjologa, widoczna była różnica strategii, którą przyjęli obaj kandydaci.
- Bronisław Komorowski starał się zmobilizować elektorat, który nie lubi PiS-u. Do tego wracał permanentnie. Przy każdym pytaniu przypominał rządy PiS. Andrzej Duda podnosił problemy, które są źródłem niechęci do rządu - dodaje Flis.
Z kolei zdaniem Krzysztofa Mazura z Klubu Jagiellońskiego na obu telewizyjnych debatach żaden z kandydatów raczej ani nie zyskał, ani nie stracił. "To trochę jak w meczach piłki nożnej. Nieważne jak grają, wiemy komu dopingować, widzimy superlatywy naszej drużyny i podkreślamy słabości przeciwników. Debaty mają charakter mobilizacyjny dla ludzi przekonanych. Nie wiem, czy ludzie nieprzekonani zostaną przekonani tym, że na jednej debacie ktoś dał komuś chorągiewkę a na poprzedniej kartkę" - oceniał Mazur.
Przeczytaj: Bogdan Klich: "Andrzej Duda jest aktywny i ruchliwy, ale jego kampania to oszustwo"
(IAR/RK/ko)