Nasz najbardziej utytułowany motocyklista zajął - mimo różnych perypetii - drugie miejsce w Red Bull 111 Megawatt - zawodach organizowanych na terenie Kopalni PGE w gminie Kleszczów koło Bełchatowa
Tradycyjnie trasa w okolicach Bełchatowa była wielkim wyzwaniem dla uczestników zawodów, ale bardzo dobrze spisał się na niej Tadeusz "Taddy" Błażusiak zajmując drugie miejsce. Na stromych, piaszczystych podjazdach oraz w wymagającej sekcji enduro-cross można wręcz mówić o prawdziwej „rzeźni”. Motocykle strzelały w powietrze, odpadały plastiki i gotowały się chłodnice. W tych miejscach szybko tworzyły się kolejki, a walka o podium przerodziła się w strategiczne omijanie zatorów.
Podjazdy były tak wymagające, że nawet elita miała kłopoty. Długo prowadził Johny Walker, ale po upadku w połowie drugiego okrążenia lider klasyfikacji World Enduro Super Series oraz trzykrotny zwycięzca Red Bull 111 Megawatt musiał pożegnać się z wyścigiem. Co gorsza, kontuzja nadgarstka wykluczy go prawdopodobnie również z udziału w kolejnych edycjach serii.
Od tej pory stawce przewodził Wade Young, który niezagrożony dowiózł prowadzenie do mety. Jednak prawdziwe emocje miały dopiero nadejść. Jadący bardzo solidnie mimo kontuzji Taddy zbliżał się do finiszu, ścigał go uparcie Billy Bolt. Kiedy na ostatnim etapie o nazwie Final Challenge, Błażusiak zagrzebał się w rumowisku, publiczność na sekundę zamarła, ale Taddy błyskawicznie wskoczył z powrotem na motocykl i przekroczył linię mety tuż przed rywalem.
Tuż za podium uplasował się Manny Lettenbichler, obejmując tym samym pozycję lidera klasyfikacji World Enduro Super Series.
mat.pras./MS/RK