Wtorek, 27 paź 11 °C Jakość powietrza: Umiarkowana Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

Rollercoaster na boisku, zamieszanie poza nim. Niespokojny rok Wisły Kraków

Rok 2016 nie był dla kibiców Wisły Kraków łatwy. Nie brakowało problemów - zarówno tych stricte piłkarskich, jak i organizacyjnych. Te pierwsze to oczywiście lokata w dolnej ósemce w poprzednim sezonie i czarna seria porażek jesienią. Wpływ na taki stan rzeczy miało też zamieszanie, jakie przy Reymonta wywołała osoba Jakuba Meresińskiego.

Rollercoaster na boisku, zamieszanie poza nim. Niespokojny rok Wisły Kraków
Fot. ptj

– W tym roku były wzloty i upadki – takimi słowami Patryk Małecki właściwie najlepiej podsumował rok 2016 w wykonaniu Wisły Kraków. Tych upadków w kończącym się roku było jednak, jak na Wisłę Kraków trochę za dużo. O zawirowaniach rundy wiosennej napisano już wystarczająco dużo. Tadeusz Pawłowski, Radosław Cierzniak - te nazwiska fanom Wisły nie kojarzą się zbyt dobrze, ale rozdział firmowany ich osobami został już zamknięty. Wydawało się, że Dariusz Wdowczyk rozpocznie nowy, dużo lepszy rozdział w historii Białej Gwiazdy. Wisła w cuglach wygrała spadkową grupę ekstraklasy w ubiegłym sezonie, choć - umówmy się - nie jest to największe osiągnięcie w dziejach tego klubu. Przy Reymonta liczono, że sezon 2016/17 będzie dużo lepszy niż poprzedni.

W okresie przygotowawczym trenerowi Wdowczykowi do głowy wpadł jednak pewien pomysł. Wisła w zbliżającym się coraz większymi krokami sezonie miała grać w systemie 3-5-2, na którym sparzyła się już przecież niejedna ekipa. Początek sezonu ligowego nie wróżył jednak niczego złego. Biała Gwiazda przy Reymonta pokonała Pogoń Szczecin i z dobrym nastawieniem wybrała się na zorganizowane w związku ze Światowymi Dniami Młodzieży zgrupowanie na północy. To właśnie na Pomorzu zaczęły się jednak problemy Wisły. Zaczęło się od porażki 0:3 z Arką Gdynia, a kolejne kłopoty nie wiązały się bezpośrednio z boiskiem.

W mediach gruchnęła informacja o pożegnaniu z Bogusławem Cupiałem. Po 19 latach właściciel, który stał się symbolem klubu, postanowił sprzedać Wisłę. To za "ery Cupiała" kibice Białej Gwiazdy przeżywali najpiękniejsze emocje - mistrzostwa kraju, niezwykłe boje w europejskich pucharach, pamiętne mecze z największymi europejskimi potęgami. Po tym, jak Cupiał odszedł, pozostał wielki znak zapytania, w którego miejsce chwilę później pojawił się Jakub Meresiński firmowany nazwiskiem Marka Citki. Meresiński bardzo szybko stał się w Krakowie symbolem nieuczciwości, przekrętu i zwykłej ludzkiej głupoty, a klub przez jego zachowanie stanął w ciągu kilku tygodni na skraju przepaści. 

W kontekście Wisły więcej niż o kwestiach boiskowych mówiło się na temat spraw właścicielskich. Niespełna miesiąc po tym, jak klub przejął Meresiński, Wisła została z jego rąk "odbita" przez Towarzystwo Sportowe. Na konferencji, na której mediom zakomunikowano ten fakt, ówczesny wiceprezes TS Wisła Robert Szymański tłumaczył między innymi powagę całej sytuacji. – Jeszcze niedawno wszystko wskazywało, że na tej konferencji prasowej ogłosimy hiobowe wieści. Wtedy jednak udało się wrócić do rozmów i osiągnąć dżentelmeńskie porozumienie. Gdyby nie my, piłkarskiej Wisły jeszcze w tym tygodniu mogłoby nie być – grzmiał Szymański.

Na boisku wciąż nie działo się jednak dobrze. Za "kadencji" Meresińskiego Wisła przegrywała kolejno z Lechią, Cracovią, Ruchem, a w dniu wspominanej konferencji Towarzystwa Sportowego w ostatniej sekundzie straciła punkt w Kielcach. Sierpień przy Reymonta zakończył się dotkliwym 1:5 ze Śląskiem Wrocław, natomiast kolejna porażka przyszła w Białymstoku. Wiśle nie udawało się wówczas nic. Wydawało się, że nad drużyną ciąży fatum i niezależnie od liczby okazji, od szans i postawy podopiecznych Dariusza Wdowczyka mecz tak czy inaczej zakończy się porażką. Wtedy przyszedł jednak przełom - 17 września i mecz z Piastem Gliwice. Biała Gwiazda bombardowała wtedy nieprawdopodobnie bramkę Jakuba Szmatuły, ale ten dwoił się i troił między słupkami. Większość kibiców Wisły zapewne pogodziła się już z remisem i zaczęła szukać pozytywów w postaci pierwszego punktu zdobytego od momentu kolejki inauguracyjnej. Wtedy sprawy w swoje ręce wziął jednak Patryk Małecki, który w ostatnim momencie kropnął sprzed pola karnego, wywołując na stadionie przy Reymonta nieprawdopodobny tumult i szał radości. Wisła wreszcie wygrała i złapała oddech będąc na samym dnie.


– Początek sezonu był fajny, wygraliśmy u siebie z Pogonią. Potem przyszło siedem porażek, później znowu się odbiliśmy i zaczęliśmy wygrywać – podsumowuje rundę Patryk Małecki, bohater meczu z Piastem i kilku innych spotkań. Kolejne trzy punkty mogły przyjść tydzień później - w "wyblakłym klasyku" z Legią. Stałoby się tak, gdyby w 83. minucie Denis Popović wykorzystał podyktowany przez arbitra rzut karny. Słoweniec nie dał jednak rady pokonać Malarza, a starcie z mistrzem Polski zakończyło się podziałem punktów. Mecz z Piastem pokazał jednak, jak wiele leżało w psychice wiślaków. Gdyby nie tamto trafienie Małeckiego, być może nie byłoby kolejnych wyników, które pozwoliły Białej Gwieździe na dobre odbić się od dnia tabeli.

W Płocku Biała Gwiazda wypuszczała już dwubramkowe prowadzenie, gdy po raz kolejny "objawił się" Patryk Małecki i golem zdobytym w 90. minucie przechylił szalę zwycięstwa na stronę Wisły Kraków. Szczęście wreszcie było po stronie drużyny Dariusza Wdowczyka i dało o sobie znać również w Poznaniu - tam w 90. minucie punkt dla Wisły wywalczył z kolei Paweł Brożek. Wygrana 2:0 z Bruk-Bet Termaliką, remis w Lubinie, hattrick Rafała Boguskiego i trzy punkty w starciu z Górnikiem Łęczna. To trzy kolejne spotkania. Spotkania, przed następną petardą, jaka odpaliła przy Reymonta.

10 listopada, dzień przed zaplanowanym meczem towarzyskim, o którym Dariusz Wdowczyk wypowiadał się regularnie pytany przez dziennikarzy, okazało się, że w tymże sparingu drużynę poprowadzi już ktoś inny. Wydawało się, że kryzys na linii władze-trener udało się zażegnać, gdy Wdowczyk nie odszedł z klubu pomimo zwolnienia kilku jego najbliższych współpracowników. Sytuacja przypominała jednak w rzeczywistości tykającą bombę, która prędzej czy później i tak by eksplodowała. Zarówno wspominane już zwolnienia, jak i zaległości finansowe stały się dla Dariusza Wdowczyka powodem do rozstania z Wisłą. Manuel Junco, który w październiku został dyrektorem sportowym klubu, krótko po decyzji Wdowczyka mówił, że faksem zdążył już otrzymać całą masę kandydatur i potencjalnych następców. Do końca roku Białą Gwiazdę prowadził jednak duet dotychczasowych asystentów - Radosław Sobolewski oraz Kazimierz Kmiecik.

Debiut tego duetu wypadł jednak gorzej, niż zakładać mógł najczarniejszy scenariusz. Klęska 2:6 w Szczecinie sprawiła, że na Wisłę spadła ogromna fala krytyki, która ustała jednak po kolejnych spotkaniach. Biała Gwiazda zrekompensowała sobie porażkę w Szczecinie wbijając pięć goli Arce, później ograła u siebie czołową drużynę tabeli - Lechię Gdańsk i do spotkania derbowego przystępowała w dobrych nastrojach - być może z jedną rysą w postaci odpadnięcia z rozgrywek Pucharu Polski. Derby przy Reymonta zakończyły się remisem 1:1, a wygrać nie udało się też w ostatnim meczu w tym roku. Wisła po bardzo kiepskiej grze przegrała w Chorzowie 0:1. – Szkoda, że zakończyliśmy porażką, ale ja wychodzę z założenia, że nie ma co się poddawać. Teraz odpoczynek jest nam naprawdę potrzebny, a od stycznia ruszamy pełną gębą i w każdym meczu będziemy walczyć o zwycięstwo – mówił po końcowym gwizdku Patryk Małecki.

Druga część roku 2016 przy Reymonta upłynęła więc przede wszystkim pod znakiem zawirowań organizacyjnych - najpierw na pozycji właściciela, później zaś trenera. Piłkarsko jesień to prawdziwy rollercoaster. – Odczucia są bardzo mieszane. Najpierw mieliśmy serię siedmiu porażek, później natomiast przyszła seria meczów bez przegranej. Potem bolesny mecz z Pogonią i znów zwycięstwa. Jesteśmy za dobrą drużyną, aby notować takie skoki formy – zaznacza Małecki. Skrzydłowy Wisły Kraków gwarantuje jednak, że wiosna w wykonaniu Białej Gwiazdy będzie lepsza. – Wierzę w głęboko w to, że nasze przygotowania będą owocne i na wiosnę w każdym meczu będziemy grali o zwycięstwo, a nasza gra będzie równa. Mamy fajny skład, fajnych zawodników i zespół. Czasem może czegoś zabraknąć, to tylko sport, ale miejsce Wisły jest w górnej ósemce i nie wyobrażam sobie, abyśmy się tam nie załapali. Będziemy walczyć do upadłego – obiecuje Patryk Małecki.

AD

Najpopularniejsze

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Z Żabna do Krakowa w godzinę? Samorządowcy zdradzają plany dla „Szczucinki"

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

  • Wichury nad Polską, alerty także w Małopolsce. W Tatrach możliwe zamiecie

    Radio Kraków

Najnowsze

  • Zaduszki Organowe 2026. Muzyczny maraton w krakowskich świątyniach

  • Ktoś wyłamał bariery na zamkniętym zjeździe z DK75 w Gnojniku. Drogowcy zawiadomili policję

  • Nocne utrudnienia na obwodnicy Brzeska. Kierowcy jadący w stronę Krakowa pojadą objazdem

  • Samochód dachował i leżał w polu. Pijanego kierowcę odnalazł policyjny pies

  • Duże zmiany na S-7 w krakowskich Mistrzejowicach. Już niedługo tędy pojadą kierowcy

  • ZUS w Suchej Beskidzkiej po modernizacji. Więcej miejsca i udogodnienia dla klientów