Wtorek, 27 paź 1 °C Jakość powietrza: Dobra Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

Jaki dziadek taki wnuk? Rozmowa z prof. Jerzym Vetulanim i jego wnukiem

Mówi się, że niedaleko pada jabłko od jabłoni, jaki ojciec, taki syn. A jakie związki kryją się w relacji dziadek - wnuk? Często zdarza się, że rodzice odszukują w swoim dziecku cechy typowe dla zachowań babci i dziadka. Mówią wtedy - wykapany dziadek, to odziedziczyła po babci. Stąd powiedzenie - geny przeskakują co drugie pokolenie.

Jaki dziadek taki wnuk? Rozmowa z prof. Jerzym Vetulanim i jego wnukiem
W programie "Przed hejnałem" gościmy prof. Jerzego Vetulaniego i jego wnuka - Franciszka Ksawerego. Fot. RK

W programie "Przed hejnałem" gościmy prof. Jerzego Vetulaniego i jego wnuka - Franciszka Ksawerego. 

- W jednym z wywiadów powiedział pan: "Z kontaktów międzyludzkich, szczególnie tam, gdzie jest różnica pokoleń, można czerpać dużo satysfakcji. Ja jestem na przykład bardzo zżyty z moim starszym synem i wnukiem, często się spotykamy, wymieniamy się spostrzeżeniami". Czy ta relacja z wnukiem jest bardziej szczególna niż z synem? Często od babć słyszy się, że wnuki kocha się jeszcze bardziej.

Prof. Jerzy Vetulani - To jest prawda, ale przede wszystkim ma się więcej czasu. Kiedy Franek miał się urodzić, powiedziałem mojemu przyjacielowi, pracującemu na pediatrii, że będzie miał dodatkową fuchę. A on odpowiedział - to fantastycznie, bo to ostatnia szansa, bym mógł zobaczyć, jak rozwija się człowiek. Syn Marek zadzwonił zaraz po urodzeniu wnuka z pytaniem, czemu mnie jeszcze nie ma. Ta relacja jest szalenie istotna. Miałem wtedy 50 lat. 

- Jest coś takiego jak duma z wnuka, ale jest też coś takiego jak duma z dziadków?

Franciszek Vetulani - Tak, mam szczęście, bo mam wszystkich dziadków. Dwie babcie i dwóch dziadków. Jak się widzi ich wszystkich aktywnych, to napawa to optymizmem.

- Ta relacja jest po wszystkich stronach szczególna, czy dziadek Vetulani jest dziadkiem szczególnym?

Franciszek Vetulani - Dziadek Vetulani jest dziadkiem szczególnym i zawsze był. Ze wszystkimi mam dobre relacje, jednak dziadek Vetulani wpłynął na mój światopogląd. 

- Pan tworzył nowego człowieka na swoje podobieństwo?

Prof. Jerzy Vetulani - Nie na moje podobieństwo. Wymyśliłem sobie coś takiego, że jak się czytało bajkę, to Franciszek ją kończył. Tworzył zakończenia 6 tomów Harry'ego Pottera. Mnie się wydawało, że to kształtuje wyobraźnię dziecka. Poprawiłem sobie charakter pisma, kiedy drugoklasista poprawiał mój sposób pisania. Dzięki Frankowi do 70. roku życia chodziłem kopać piłkę. Ktoś musiał to robić, bo ojciec był zajęty. 

- Wiele pan nauczył wnuka, ale też wnuk pana uczy. To Franek prowadzi pana bloga.

Prof. Jerzy Vetulani  - Gdy zlikwidowano w tygodniku "Newsweek" dział naukowy, to wtedy pomyśleliśmy, by te materiały wrzucić na bloga. I tak powstał mój blog. Franek uczy i pomaga. 

- Pewne cechy dziedziczymy co drugie pokolenie, to prawda?

Prof. Jerzy Vetulani  - Jeśli chodzi o biologię, to wszystkie pokolenia przekazują geny i różnie to wychodzi. Faktycznie, w trzecim pokoleniu wnuk bardziej przypomina jednego z dziadków. Jest jeszcze dziedziczenie kulturowe, teraz mówimy o dziedziczeniu bez zmiany kodu genetycznego. Wtedy dziadek ma wielki wpływ na kształtowanie wnuka, często większy niż rodzice. Okazało się, że stare kobiety stały się istotne. U zwierząt tego nie ma. Jeśli dany osobnik traci właściwości reprodukcyjne, to jest niepotrzebny. Para rodziców jest zajęta dostarczaniem środków do życia i nie ma czasu, by pogadać, posiedzieć z dzieckiem. Dziadek ma czas dla wnuka i ma doświadczenie, którego rodzic nie ma. Rodzice są dość młodzi. Moja mama miała 32 lata, gdy się urodziłem. U nas w rodzinie jest tak, że pokolenia szły powoli. Mieliśmy późno dzieci, późno wnuki. 

- Potwierdza pan to, że z dziadkiem ma pan bliższy kontakt niż z tatą?

Franciszek Vetulani  - To jest inna forma kontaktu. Z dziadkiem pracuję, poprawiam jego teksty merytorycznie. 

- Zdarzają się wam spory?

Franciszek Vetulani  - Jak najbardziej, ale znajdujemy kompromis. Zazwyczaj chodzi o pozbycie się niechlujstwa językowego. Przy takiej dużej liczbie wywiadów można popaść w rutynę.

- Użył pan terminu "stara kobieta", panie profesorze. Co ma pan na myśli, mówiąc "stara"?

Prof. Jerzy Vetulani  - Lepiej powiedzieć stara samica ludzka. Mam na myśli szkielety kobiece w wieku 40 czy 50 lat, podczas gdy średnia życia wynosiła 30, 35 lat. W którymś momencie okazało się, że posiadanie babci było korzystne ewolucyjnie. 

- Prof. Kristen Hawkes, antropolog amerykańska, stworzyła hipotezę babć. Twierdzi, że to obecność babć w społeczeństwie była siłą, która napędzała ewolucję naszego gatunku i przedłużała życie naszego gatunku.

Prof. Jerzy Vetulani - Ta hipoteza ma bardzo mocne podstawy. Okazuje się, że rodziny w których jest babcia, rodzi się więcej dzieci. Kobiety chętniej zachodzą w ciążę. Jest niewiele gatunków, gdzie samice żyją długo po czasie reprodukcji. Starość ma olbrzymie aspekty pozytywne. W dawnych społeczeństwach to rada starszych rządziła.

- A pan swojego dziadka nie pamięta?

Prof. Jerzy Vetulani - Romana nie pamiętam, ale pamiętam drugiego dziadka, generała. Był bardzo surowy, ale miałem z nim niewielkie relacje. Z babcią miałem nienajcieplejsze relacje. Kiedy babcia została wdową z sześciorgiem wnuków, żyła z renty nauczyciela gimnazjalnego. Porozdzielała dzieci do różnych rodzin. A z tego pokolenia wyszło m.in. trzech profesorów uniwersytetu, jeden dyplomata! Fantastyczna kobieta. Choć nie było jej łatwo. 

Franciszek Vetulani - Ale dalej sprzedawała tutki na Plantach.

Prof. Jerzy Vetulani - Tak, na Plantach je sprzedawała, by jakoś żyć. Jak coś się dzieje z dzieckiem, to najpierw dzwoni się do matki. Stary grzybiarz zawsze więcej grzybów znajdzie, mimo że ma gorszy wzrok. Rola babci jest nie do przecenienia. Troszkę gorzej jest z rolą dziadka. Bardzo często dziadkowie tracą zainteresowanie, gdy ich wnuki nie spełniają oczekiwań. Na uniwersytetach III wieku mężczyźni siedzą w ogródku, a kobiety są bardziej aktywne.

- A dlaczego tak się dzieje?

Prof. Jerzy Vetulani - Mężczyźni nie są tak potrzebni jak stara kobieta. Mężczyźni są po to, by pomagać kobietom. Utrata samca nie jest tak uciążliwa jak utrata samicy. Śmierć samca nie wpływa na wydajność reprodukcyjną stada. Wszędzie to widać. U bizonów to widać. Gdy idą na polowanie, to na zewnątrz idą samce, w środku samice.

- Dlatego na wojnę idą mężczyźni.

Prof. Jerzy Vetulani  - Tak, dlatego mężczyzna jest silniejszy i większy niż kobieta. Jednak różnice między płciami nie są tylko widoczne fizycznie. 

- Jak to możliwe, że nie został pan neurobiologiem?

Franciszek Vetulani  - Chciałem być filmowcem. W tym roku podchodziłem na te studia, ale odpadłem. Dzięki temu studiuję teraz w Krakowie. Nakręciłem film "Kury", do obejrzenia którego zachęcam. 

- Może nakręci pan film o życiu dziadka? 

Franciszek Vetulani  - Mam nadzieję, że ktoś mnie wyręczy.

Posłuchaj wypowiedzi

Najpopularniejsze

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

  • Wichury nad Polską, alerty także w Małopolsce. W Tatrach możliwe zamiecie

    Radio Kraków

  • Przez ponad 200 lat uważano go za kopię. Sensacyjne odkrycie na Wawelu

    Gabriela Koziara

Najnowsze

  • Urząd Miejski w Wojniczu już w nowej siedzibie. Przeprowadzka opóźniła się o kilka miesięcy

  • Wenecja 1 – odrestaurowana kamienica ze strefą wellness w Krakowie

  • Osada Czorsztyn odzyska blask. Ruszyła rewitalizacja zabytkowego kompleksu

  • Czy Europa wraca do najciemniejszych czasów XX wieku? Konstanty Gebert: „Powracają nastroje w innych kostiumach”

  • Koniec z niebezpiecznym skrzyżowaniem w Zembrzycach? Powstanie rondo turbinowe

  • W Zakopanem wrze wokół obwodnicy. "Drogę będę miała pod salonem"