-
"Dumanowski: bez niego nie byłoby wolnej Polski"
Kim był Józafat Dumanowski?
Co łączyło Józafata Dumanowskiego z Józefem Piłsudskim?
Pod koniec lipca roku 1917 sędziwy Józafat Dumanowski poczuł głód. Zmierzchało już i wielkie komnaty krzeszowickiego pałacu spowiły cienie. Dumanowski zawołał służbę, lecz ta nie nadeszła. Pchnął więc swój wózek do kuchni. Wtedy zobaczył po drugiej stronie długiego stołu pogrążoną w cieniach zmierzchu postać. Postać miała długi płaszcz i czapkę zsuniętą na czoło. Dumanowski zapytał spokojnie:
fot: www.audiovis.nac.gov.pl
- A więc to już? Więc to tak się wydarzy? Więc przyszedłeś wreszcie, kostuchu, przez tyle lat na ciebie czekałem. teraz zabierzesz mnie do swojego legionu? Do swojej niebieskiej roty?
Wtedy mroczna postać wstała, poły płaszcza się rozchyliły i Józafat Dumanowski zobaczył szary mundur. Przyjrzał się twarzy - krzaczaste brwi, sumiasty wąs, hardość w wejrzeniu.
- A, pan Piłsudski.... A ja się spodziewałem....
Dumanowski pamiętał tego młodego socjalistę i bojownika, gdyż ten kilkakrotnie odwiedzał go w jego krzeszowickiej samotni.
- Młody pan Piłsudski... Co sprawdza?
Piłsudski uciekł przed aresztowaniem i postanowił zaszyć się w miejscu, gdzie nikomu nie przyjdzie do głowy go szukać. Przez kilka dni przedzierał się od niemieckiej strony, i wreszcie, zmęczony i głodny dotarł do Krzeszowic.
- Młody pan Piłsudski... - powtórzył starzec. - Da pan wiarę, że ja też kiedyś byłem młody? Sto lat temu.
Józef Piłsudski ukrywał się w Krzeszowicach do listopada następnego roku, kiedy to wsiadł do pociągu i pojechał do Warszawy, by stanąć na czele odradzającej się Polski.
Zanim się to stało, przez wiele miesięcy siadał obok Józafata Dumanowskiego a ten opowiadał mu swoje życie. Z każdym dniem tych opowieści z sędziwego patriarchy ulatywało życie, jakby z opowieściami uchodziło z niego powietrze.
- I to już wszystko, młody panie Piłsudski - powiedział pewnego listopadowego popołudnia Józafat Dumanowski. - Nie ma już we mnie nic, nie ma już żadnej opowieści; opowiedziałem panu całe swoje życie.
Józef Piłsudski przyklęknął na jedno kolano i ucałował drżącą dłoń Ojca Republiki. Następnego dnia ubrał ubrał swój mundur i opuścił krzeszowicki pałac.
Czy teatr im. Słowackiego ufundował sam Juliusz Słowacki?
Słowacki, niegdysiejszy minister skarbu Księstwa Krakowskiego , który swym talentem pomnażał państwowe finanse w niemal czarodziejski sposób, zmarł w zapomnieniu w wieku 77 lat. Pozostawił wielki majątek. Pomnażane przez dekady pieniądze urosły tak znacznie, że Józafat Dumanowski musiał kilkakrotnie policzyć zapisane w testamencie zera.
fot: www.audiovis.nac.gov.pl
Ostatnią wolą Słowackiego było, by za zgromadzone przez niego środki wybudowano w Krakowie nowoczesny teatr, którego miasto nie będzie musiało wstydzić się przed Lwowem, Budapesztem, a nawet samym Wiedniem. Jego życzeniem było, by gmach stanął w miejscu, które on sam widział z okien swego mieszkania przez ostatnie lata życia, czyli obok kościoła Świętego Krzyża.
Józafat Dumanowski sam krokami obmierzył teren i doszedł do wniosku, że budowla godna swego fundatora nie może zmieścić się we wskazanej lokalizacji, jeśli nie zostanie wyburzona część klasztoru duchaków, w tym kościół Świętego Ducha.
Jednocześnie został rozpisany konkurs na projekt. Prace jury nadzorował sam Dumanowski. Ostatecznie wybrano projekt Jana Zawiejskiego.
fot: www.fotopolska.eu
Prace ruszyły w błyskawicznym tempie i w roku 1893 wspaniała scena została otwarta. Kurtynę zrobił Siemiradzki, wnętrze ozdobiły freski Antona Tucha.
Nie mogło stać się inaczej i nowy teatr miejski otrzymał imię swego szlachetnego fundatora, Juliusza Słowackiego.
Pierwsza premierą wystawioną przez Teatr Słowackiego był jeden z niewielu polskich dramatów romantycznych, nigdy zresztą nie dokończony przez autora. Sztuka nosiła tytuł „Dziady” i napisał ją jeszcze przed przybyciem do Krakowa Adam Mickiewicz. Wielu krakowianom odkurzenie tego zapomnianego tekstu o pogańskim obrzędzie w cmentarnej kaplicy wydało się wysoce niestosowne. Pamiętano przecież Mickiewicza jako biskupa i w kuluarach podczas antraktu zapytywano, czy przypadkiem takich kompromitujących juweniliów powszechnie szanowanego sługi Bożego nie powinno się zawczasu spalić.
Kto naprawdę stoi na pomniku przed Sukiennicami?
Lud krakowski postanowił uhonorować Józafata Dumanowskiego pomnikiem. Zawiązał się obywatelski komitet, rozpisano konkurs, potem drugi, na który napłynęły liczne projekty, wśród nich Matejki, Rygiera i Gadomskiego. Po wielu zawirowaniach, do których zwykle dochodzi w sytuacjach, gdy dobra wola spotyka się z szarą rzeczywistością, w październiku 1895 r., w stulecie urodzin Ojca Republiki, na krakowskim rynku odsłonięto postument.
Na wysoki cokole, na wprost Sukiennic, stał dumny, spiżowy Józafat Dumanowski, w surducie z lat czterdziestych, swobodnie zwisającej pelerynie i długich włosach zaczesanych do góry. U jego stóp, patrząc na cztery strony świata, przysiadły alegorie, zaś cokół zdobił napis:
Dumanowskiemu – naród.
Ojciec republiki mieszkał już wtedy w krzeszowickim pałacu i zdecydowanie odmówił udziału w tej, gorszącej, jak się wyraził, uroczystości. Nigdy też pomnika nie zobaczył.
Czy Alejami Trzech Wieszczów w XIX w. jeździł tramwaj?
W roku 1881 na jednym z posiedzeń Gabinetu ministrowie przedstawili Józafatowi Dumanowskiemu podpisaną przez tysiąc obywateli petycję, by jedną z głównych ulic Nowego Miasta nazwać imieniem Ojca Republiki. Prezydent gwałtownie zaprotestował.
Widok na Plac Inwalidów
Do kancelarii jego zaczęły napływać setki listów, pełnych próśb i łagodnych perswazji. W końcu Dumanowski uległ.
Jakież było jego zdziwienie, kiedy ujawniono, że jego imię nosić będzie nie jakaś skromna uliczka pomiędzy budynkami administracji państwowej, tylko najbardziej okazała aleja w Nowym Mieście.
Ulica była wspaniała; szeroki prospekt, którego środkiem biegł pas zieleni z dumnym szpalerem sprowadzonych z dalekich Włoch cyprysów. Aleją mknął rączy tramwaj, wzdłuż jej brzegów wspinały się ku niebu piękne pałace najznamienitszych rodów Republiki, a nocami wszystko rozjarzało się setkami lamp gazowych, zamawianych specjalnie w Paryżu wedle projektu najznamienitszych inżynierów i artystów.
Uroczyste otwarcie odbyło się w lipcu 1882, zaś po oficjalnej ceremonii na alei odbył się festyn, na który przyszło pół Krakowa.
Czy "Wesele" w Bronowicach odbyło się naprawdę?
Ślub Józafata Dumanowskiego obył się w lipcu, oczywiście w bazylice Mariackiej. W uroczystości wzięli udział wszyscy dygnitarze Republiki Krakowskiej, wielka gotycka katedra pękała w szwach.
Po ślubie młoda para wsiadła do otwartego powozu, i wraz z gośćmi ruszyli do domu panny młodej, gdzie przygotowano ucztę weselną. Przyozdobiony bukietami korowód jechał Szewską, potem Karmelicką a na trasie przejazdu ustawiali się krakowianie z chorągwiami republiki.
Wesele w bronowickim dworku trwało do białego rana, choć Józafat Dumanowski nie uczestniczył w nim do końca. Z nadmiaru szczęścia nie zachował umiaru w spożywaniu weselnej wódki i jeszcze przed północą musiał pożegnać gości i położyć się spać. Śnił koszmary, w których odziani w sukmany chłopi szturmują bronowicki dworek, w których ukazują si cienie przodków i postaci dawno zmarłych bohaterów.
XIX wiek. Wiek zmian Krakowa
Dumanowski żył na tyle długo, by móc objąć pamięcią liczne zmiany, które przeobraziły Kraków w XIX w.
Za jego życia wyburzono średniowieczne mury, w ich miejscu wytyczono alejki spacerowe i posadzono drzewa oraz krzewy; zburzono też kilka zrujnowanych kościołów, do których Józafat chodził w czasach swej młodości, a po których zostały w mieście jasne place; zasypano starorzecze Wisły, niegdyś oddzielającej Kazimierz od Krakowa i wytyczono tam jedną z najbardziej okazałych miejskich arterii; zbudowano Nowe Miasto, które swoją potęgą i wielkością przyćmiło przyczajony nieopodal gród; powstawały budowle i nowe dzielnice, na ulice wyjechały kolorowe tramwaje, których sieć pokryła Kraków niczym pajęczyna; przyłączono dawne przedmieścia, niemal pięciokrotnie zwiększając powierzchnię miasta; zbudowano elektrownię; miejskie wodociągi, koleją połączono Kraków z największymi miastami Europy.
A nad tymi wszystkimi zmianami, które mozolnie przekształcały miasto przez całe stulecie, czuwał Józafat Dumanowski.
Czy Dumanowski wjechał na krakowski rynek na białym koniu?
To Szczęśny Żołłądź wymyślił, by do Krakowa Józafat Dumanowski wjechał na białym koniu, który zawsze symbolizował ocalenie i nadzieję.
Wbrew licznym opowieściom, które krążyły pośród polskiego ludu, dawno nie siedział na siodle, więc swoje poświęcenie okupił bólem pośladków. Zamiast cieszyć się z proklamacji Republiki, leżał na Wawelu obłożony zimnymi kompresami z rumianku i pojękiwał cicho. Jego jęki nie mogły jednak zagłuszyć wiwatów na dziedzińcu. Kraków świętował.
Kraków świętował, nie wiedząc, co świętuje. Ludzie wychodzili na ulice i cieszyli się ze zmian, witając serdecznie młodych i rozognionych rewolucjonistów. Życie w księstwie nie było dla krakowskich mieszczan jakoś szczególnie przykre, w każdym razie nie na tyle, by się buntować. Uznali jednak, że widocznie po śmierci księcia Czartoryskiego nadszedł czas na zmiany. Witali więc rewolucję i naczelnika Dumanowskiego z mieszaniną ciekawości i radości, dokładnie tak, jak dzieci witają pierwszy śnieg albo cieszą się pierwszych kwiatów podbiału.
W tekstach wykorzystano opisy i cytaty z książki Wita Szostaka "Dumanowski". Zdjęcia pochodzą ze stron: www.audiovis.nac.gov.pl , www.fotopolska.eu , z wolnych zasobów Wikipedii a także z Albumu fotografii dawnego Krakowa" z atelier Ignacego Kriegera wydanego w 1989 r. przez Krajową Agencję Wydawniczą w Krakowie.
Partner Główny: Województwo Małopolskie
Współpraca: Agencja Artystyczna GAP