Wtorek, 27 paź 1 °C Jakość powietrza: Dobra Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

Premiata Forneria Marconi „Photos Of Ghosts”

Tak się porobiło, że w Polsce, obiegowa opinia o włoskiej muzyce niepoważnej, jest zdominowana przez pogląd, że mieszkańcy Italii są wprawdzie bardzo muzykalni, ale pozbawieni rockowego (zadziornego) ducha...

Premiata Forneria Marconi „Photos Of Ghosts”
By passo_variabile - Flickr, CC BY-SA 2.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=3707049

I właściwie nie ma co się dziwić, skoro już w latach sześćdziesiątych przekonywał nas o tym zespół Marino Mariniego, który słodko śpiewał „Nie płacz kiedy odjadę”, a niewiele później pokochaliśmy Rod Stewarta (myślę oczywiście jedynie o jego permanentnej chrypie) z Pavii – Drupiego. Ja też lubiłem Drupiego, więc w czasie dyskotek z przyjemnością prezentowałem jego przeboje z „Vado vija”, „Sereno é” i pieśnią o kozie, która była mała i delikatna („Piccola e fragile”) na czele. Zaraz potem posypały się inne sympatyczne hity takich wykonawców jak Matia Bazar („Tu semplicita”), I Santo California („Tornero”) Toto Cotugno („L’italiano”) i artysty o wdzięcznym pseudonimie Pupo („Su di noi”). I żeby było wszystko jasne – były to piosenki melodyjne i nie do końca banalne. Gorzej zrobiło się w latach 80., bo producenci z Półwyspu Apenińskiego wpadli na pomysł połączenia włoskiego Bel canta z uproszczoną elektroniką rodem z New Romantic i... tym sposobem zrodziła zaraza, którą nazwano Italo disco. Ów nurt bardzo szybko wdarł się pod niemieckie, francuskie, holenderskie i polskie strzechy, przynosząc rozkosze typu „patrzącej inaczej” (uroczy zez) Sabriny oraz całą masę innych, niestety już mniej seksownych cudów natury. Co gorsza, zaraz potem kontynentalni Europejczycy postanowili pokazać, iż nie tylko lubią przy tym tańczyć, ale że także potrafią to grać i śpiewać, co zaowocowała np. Modnymi Tłokami (Modern Talking) w RFN, a u nas dało asumpt do powstania Disco Polo. Warto też dorzucić, że i w następnej dekadzie było miło, bo włoskie wytwórnie nie przegapiły szansy, jaką dało techno i house... Ale na tym (na moje szczęście) już się nie znam.

W 1970 r. w Mediolanie powstał zespół, który od miejsca porannych zakupów swoich członków przyjął dość dziwną nazwę - Premiata Forneria Marconi - czyli Nagradzana Piekarnia Marconiego. W jego pierwszym składzie znaleźli się muzycy, z bardzo popularnej w końcu lat sześćdziesiątych, a specjalizującej się we włoskich wersjach angloamerykańskich przebojów grupy I Quelli. Byli to: gitarzysta - Franco Mussida; pianista - Flavio Premoli; basista - Giorgio Piazza i perkusista – Franz Di Cioccio. Piątym, i jak się później okazało, najważniejszym członkiem PFM (tak przyjęło się w skrócie zapisywać szyld nowej formacji) został skrzypek oraz flecista wywodzący się z zespołu Dalton – Mauro Pagani. To on przekonał pozostałą czwórką, że skoro już połączyli siły aby tworzyć własną muzykę, to niech to będzie, na tyle, na ile to możliwe, oryginalnie brzmiący rock progresywny. I co ważne, mimo że początkowo czerpali z dokonań wczesnego King Crimson oraz Jethro Tull (bo flet) i The Flock (bo skrzypce), to dość szybko dopracowali się własnego stylu, który swoją inność zawdzięczał czerpaniu ze spuścizny włoskiej muzyki poważnej. W czerwcu 1971 r. zostali zaproszeni na „Festival di Avanguardia e nuove tendenze” w Pineta di Viareggio, który wygrali. Zapewne dzięki temu, niewiele później podpisali kontrakt z firmą Numero Uno (miejscowy oddział koncernu RCA), na bazie którego nagrali i wydali singla „Impressioni di Settembre” / „La Carrozza di Hans”, który stał się sporym hitem (sensacją były to, że w tych nagraniach ważną rolę odegrał dotąd prawie nieznany w Italii syntezator). Po takim sukcesie, jak łatwo się domyśleć, dostali szansę nagrania debiutanckiego długograja. Ten jako „Storia di un Minuto” ukazał się na początku 1972 i od razu trafił na włoską listę bestsellerów. W tej sytuacji, idąca za ciosem PFM, jeszcze w tym samym roku, wydało swój drugi album „Per un amico”, który dzięki wydarzeniom, o których pogawędzę w następnej opowieści, został (w anglojęzycznej wersji) w 1973 r. opublikowany także w Wielkiej Brytanii. Tam, pod zmienionym tytułem – „Photos Of Ghosts”, rozprowadzała go, należąca do tria Emerson, Lake And Palmer, firma Manticore Rec.

„Photos Of Ghosts” zaczyna, i to bardzo pięknie, skomplikowany, bo wielopłaszczyznowy utwór „River Of Life”. A co do owych płaszczyzn, to dorzucę, że pierwsza to grany na gitarze akustycznej menuecik z fletem oraz organami, druga to potężny prog-rock godny tria Emersona, który wprowadza w rozmarzony (Crimsonowski, bo m.in. z melotronem) fragment śpiewany. Ogólnie czary-mary! Temat drugi, to właściwie prawie hardrockowy utwór „Celebration”, w którym najważniejszy jest nieco banalny motywik grany na mini-moogu. Tego typu hocki-klocki w latach 80. nagrywały dość często najróżniejsze zespoły z kręgu nowej progresji. Trójka – tytułowe „Photos Of Ghosts” – to tajemniczy, bardzo piękny i wyrafinowany w formie utwór dający się umiejscowić gdzieś pomiędzy rewelacjami E.L.P. oraz Yes. I żeby było jasne, przywołałem te przykłady, nie po to, aby tą świetną kompozycje jakoś zdyskredytować, lecz żeby jakoś poruszyć wyobraźnię czytających. Ponieważ po trójce, z zasady występuje czwórka (chyba, że na longplayu są tylko 2 lub 3 suity), to napiszę, że „Old Rain”, czyli właśnie owa czwórka, jest bardzo ładnym nastrojowym tematem instrumentalnym, który wprowadza w wyśmienite, śpiewane po włosku – „Il Banchetto”. Piękno, nastrój, zwiewność, które kojarzą mi się z chmurami pędzonymi po niebie. W środku awangardowa elektronika i fortepianowy popis godny palców Keitha Emersona. Arcydzieło! Po czymś tak wspaniałym, choć można by się tego spodziewać, poziom wcale się nie obniża, bo pozostałe dwa fragmenty „Photos Of Ghosts” są też świetne. I tak w „Mr.9 ‘til 5” jest nieco zwariowanie i nie nieco wirtuozersko (szczególnie w partiach gitary), a w finałowej „Promenade The Puzzle” romantyczno-rock’n’rollowo.

O PFM cdn. (w następnym tekście)!

Jerzy Skarżyński

Najpopularniejsze

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

  • Wichury nad Polską, alerty także w Małopolsce. W Tatrach możliwe zamiecie

    Radio Kraków

  • Przez ponad 200 lat uważano go za kopię. Sensacyjne odkrycie na Wawelu

    Gabriela Koziara

Najnowsze

  • Urząd Miejski w Wojniczu już w nowej siedzibie. Przeprowadzka opóźniła się o kilka miesięcy

  • Wenecja 1 – odrestaurowana kamienica ze strefą wellness w Krakowie

  • Osada Czorsztyn odzyska blask. Ruszyła rewitalizacja zabytkowego kompleksu

  • Czy Europa wraca do najciemniejszych czasów XX wieku? Konstanty Gebert: „Powracają nastroje w innych kostiumach”

  • Koniec z niebezpiecznym skrzyżowaniem w Zembrzycach? Powstanie rondo turbinowe

  • W Zakopanem wrze wokół obwodnicy. "Drogę będę miała pod salonem"