Wtorek, 27 paź 1 °C Jakość powietrza: Dobra Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

Deep Purple „Fireball”

Niezapomniane płyty historii rocka. Deep Purple i„Fireball”.

Deep Purple „Fireball”
By Carlos Delgado, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=29004087

Ponieważ wiem, że nawet (a może nawet zwłaszcza) gdy się jest przeświadczonym o swoich umiejętnościach pływackich, nie należy się od razu rzucać na głęboką wodę, to zanim zacznę gaworzyć o biografii moich faworytów nr 2 (nr 1 to Beatlesi) w historii rocka, czyli o Deep Purple – to najpierw spróbuję nas nieco oswoić z żywiołem. Szczególnie tak potężnym!

Jest tak, że jeśli ktoś chce w jakiś sposób uwiarygodnić własny zachwyt nad tym czy innym artystą, to stara się przytoczyć jak najwięcej, możliwie jak najbardziej „widowiskowych” przykładów jego sukcesów. I tak, w wypadku Purpli można wykrzyczeć, że byli pionierami, a nawet wręcz twórcami heavy metalu, że zawdzięczamy im jeden z największych rockowych hymnów wszechczasów (oczywiście chodzi o „Smoke On The Water”), że sprzedali ponad 100 000 000 płyt i że długo dzierżyli palmę pierwszeństwa w dość zabawnym w sumie (bo jak porównywać ciągle się unowocześniający sprzęt nagłaśniający) rankingu na... najgłośniej grający zespół świata. Natomiast, co daje do myślenia, nie można się zagalopować i powiedzieć, że ta czy inna ich piosenka była klasycznie rozumianym bestsellerem. Nie można, bo po prostu żaden z „Purpurowych nieśmiertelników” nigdy nie trafił na szczyt listy przebojów. A co chyba jeszcze ciekawsze, ani jeden(!) z ich albumów, nie dotarł na wierzchołek amerykańskiego zestawienia najlepiej się sprzedających się długograjów. Nieco lepiej było na Wyspach Brytyjskich, bo tu na top trafiły dwa longplaya: „Fireball” i „Machine Head”. A co z „In Rock”, „Burn” czy „Perfect Strangers”? Pierwszy z tej trójki doszedł tylko do miejsca 4-go, drugi do 3-go, a trzeci do 5-tego. No dobrze, ale skoro tak, to skąd owe sto milionów? Odpowiedź jest prosta – krążki Deep Purple nie sprzedają się okazjonalnie i szybko (ostra promocja), lecz jednostajnie przez wiele miesięcy oraz lat.

Co interesujące, jedna z najważniejszych i najbardziej wpływowych grup w dziejach muzyki niepoważnej (a po trosze też poważnej) powstała „na zamówienie”. Było bowiem tak, że w 1967 r., pewien młody człowiek nazywający się Tony Edwards wymyślił sobie, że spróbuje się dorobić jako... menażer formacji rockowej. Tyle tylko, że nie miał żadnych podopiecznych. I wówczas los, na jakimś przyjęciu, zetknął go z byłym już wtedy perkusistą oraz głównym wokalistą grupy The Searchers (tej choćby od przeboju „Needles And Pins”) – Chrisem Curtisem. Zapewne po spożyciu, obaj panowie postanowili połączyć siły, co w praktyce oznaczało, że Chris miał się zająć montowaniem zespołu, a Tony jego działalnością, finansami itp. (wspierać go w tym miał szef jednej z profesjonalnych firm reklamowych – John Colleta). Nie wdając się w szczegóły, wspomnę tylko, że w efekcie poszukiwań i namów, w skład rodzącej się grupy weszli najpierw: kolega śpiewającego bębniarza, były organista The Artwoods - Jon Lord oraz ściągnięty z Hamburga gitarzysta – Ritchie Blackmore. Później do nich dołączyli - basista Nick Simper i perkusista Ian Paice. I gdy wyglądało, że skład nowej formacji (nazywała się jeszcze wówczas Roundabout) jest już w pełni ustalony, jej czterej instrumentaliści zastrajkowali, twierdząc że... nie będą pracować z mającym „poronione” pomysły Curtisem. W efekcie frontmenem kwintetu został Rod Evans, a w 1968 r., za namową Blackmore’a muzycy zmienili swój szyld na Deep Purple (od tytułu ulubionej piosenki babci Ritchiego). Potem... pojawiły się ich trzy, dość popularne w USA, a prawie nieznane w Europie płyty długogrające: „Shades Of Deep Purple”, „The Book Of Taliesyn” i „Deep Purple” oraz nastąpiła historyczna zmiana składu, w wyniku której w Purpurze pojawili się (za Evansa i Simpera) dwaj muzycy z zespołu Episode Six – wokalista Ian Gillan i basista Roger Glover. Nowy układ najpierw dał światu eksperymentalny (bo łączący rock z muzyką symfoniczną) album „Concerto For Group And Orchestra”, a zaraz potem „In Rock”.

W roku 1970 i wiosną następnego, jeszcze w trakcie trasy promującej „In Rock”, Deep Purple zarejestrowało w kilku studiach swój kolejny longplay, któremu nadało tytuł „Fireball”. Krążek dzięki fali entuzjazmu jaki wywołał poprzednik, odniósł błyskawiczny sukces. Później jednak okazało się, że zważywszy na klasę i blask bijący od „In Rocka” oraz od „Machine Headu” (następna na płyta Purpury), „Piorun kulisty” stał się chyba najbardziej niedocenianym albumem w całej jej dyskografii.

Start! „Fireball” zaczyna się z energią równą najpotężniejszym wyładowaniom w atmosferze. Nie ma co się dziwić, bo to czas utworu tytułowego. Grają (szalejący za bębnami Ian Paice’a) w mega tempie, a Gillan śpiewa jak strzelający słowami karabin maszynowy... O solu sfuzzowanego basu Glovera i popisie Lorda można jedynie westchnąć z rozkoszą. W 3 i 1/2 minuty później zaczyna się motoryczny i obsesyjny temat „No No No”. Mało hałasu, dużo doskonałych partii solowych (Blackmore gra długimi „skrzypcowymi” frazami, a Lord - jak w „Child In Time” - pojedynczymi, oderwanymi dźwiękami) i szalenie precyzyjna sekcja. Gillan, jak Gillan – mistrzowski! Trójka to rewelacyjne „Demon’s Eye”. Wspaniały riff, wciągający rytm, świetna melodia i takież sola. Po tym monolicie pojawia się niespodzianka, stylowo odstające od reszty materiału na krążku - „Anyone’s Daughter”. Fortepian sute, gitara slide i pełen wyczucia śpiew. Urocze! Następne trzy utwory to dawna druga strona analoga. I tak, najpierw mamy monotonnego, idącego uparcie do przodu „Muła” („The Mule”), potem jeden z najwspanialszych tematów w całej dyskografii Deep Purple – „Fools” (Blackmore sprzężeniami gitary perfekcyjnie imituje brzmienie wiolonczeli) oraz zamykający całość dynamiczny i dzięki wspaniałej pracy Glovera wręcz natrętne rytmicznie – „No One Came”. Niech mnie piorun trzaśnie – pyszna płyta!

Najpopularniejsze

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

  • Wichury nad Polską, alerty także w Małopolsce. W Tatrach możliwe zamiecie

    Radio Kraków

  • Przez ponad 200 lat uważano go za kopię. Sensacyjne odkrycie na Wawelu

    Gabriela Koziara

Najnowsze

  • Urząd Miejski w Wojniczu już w nowej siedzibie. Przeprowadzka opóźniła się o kilka miesięcy

  • Wenecja 1 – odrestaurowana kamienica ze strefą wellness w Krakowie

  • Osada Czorsztyn odzyska blask. Ruszyła rewitalizacja zabytkowego kompleksu

  • Czy Europa wraca do najciemniejszych czasów XX wieku? Konstanty Gebert: „Powracają nastroje w innych kostiumach”

  • Koniec z niebezpiecznym skrzyżowaniem w Zembrzycach? Powstanie rondo turbinowe

  • W Zakopanem wrze wokół obwodnicy. "Drogę będę miała pod salonem"