Sześć lat to w muzyce cała epoka. Kiedy w 2020 roku Artur Rojek wydawał „Kundla”, świat wyglądał trochę inaczej. Teraz wraca z trzecim solowym albumem i już sam jego tytuł mówi sporo o tym, gdzie dziś znajduje się jako autor. „Chciałbym urodzić się żeby latałem” brzmi trochę nieporadnie, trochę jak zdanie, które domaga się korekty. I całe szczęście, że nikt go nie poprawił.
Te słowa wypowiedział przed laty młodszy syn Rojka. Artysta zachował je w pamięci, później wytatuował, a w końcu zrobił z nich tytuł płyty. Jest w tym dziecięcym zdaniu coś, co świetnie pasuje do dziesięciu nowych piosenek: pragnienie wolności, ale też próba poradzenia sobie z bagażem, który zbieramy po drodze.
Rojek coraz mniej interesuje się tutaj kreowaniem postaci Artura Rojka, a coraz bardziej samym Arturem. Wraca do dzieciństwa, rodzinnych relacji, kompleksów, ojcostwa i pamięci. Nie robi jednak pamiętnika do zamknięcia w szufladzie. Prywatne historie traktuje jak punkt startowy – im bardziej zagląda w siebie, tym łatwiej odnaleźć w tych piosenkach własne doświadczenia.
Było to słychać już w „Gruby, mały”. Piosenka wyrasta z pamięci o wstydzie, kompleksach i słowach, które człowiek potrafi nosić w sobie znacznie dłużej, niż chciałby przyznać. „Mirafiori” idzie w inną stronę: jest lżejsze w formie, ale pod spodem znów pracują pamięć, bliskość i pytanie, czy naprawdę musimy powtarzać emocjonalne schematy poprzednich pokoleń.
Muzycznie Rojek nie urządza rewolucji. I dobrze. Z Olkiem Świerkotem, odpowiedzialnym za produkcję albumu, buduje świat nowoczesny, ale nieprzeładowany. Elektronika, żywe instrumenty i melodie mają tu przede wszystkim służyć opowieści. Są również goście: Dawid Podsiadło pojawia się w „Yeti”, a Kortez w „Nauce tęsknoty”. Całe szczęście nie są to jednak duety przyklejone do albumu dla nazwisk na okładce – mieszczą się w jego intymnej, lekko melancholijnej temperaturze.
I chyba właśnie to jest największą siłą tej płyty. Rojek nie próbuje udowadniać, że po sześciu latach wymyślił siebie od początku. Zamiast tego sprawdza, kim został po drodze. Dawny chłopak z Mysłowic jest tu mężem, ojcem, dojrzałym facetem.
„Chciałbym urodzić się żeby latałem” trwa niespełna 39 minut. Dziesięć piosenek, bez nadmiaru i bez wielkich deklaracji. Płyta osobista, ale nie hermetyczna; nostalgiczna, ale nie zatopiona we wspomnieniach. Rojek patrzy wstecz po to, żeby ruszyć dalej.
A ten gramatycznie koślawy tytuł? Po przesłuchaniu całości zaczyna brzmieć zaskakująco celnie. Bo dziecko jednym zdaniem potrafi powiedzieć o dorosłości więcej niż dorosły całą płytą.
Artur Rojek – „Chciałbym urodzić się żeby latałem” – Płyta Tygodnia Radia Kraków.
Lista utworów:
1. Gruby, mały
2. Sophia Loren Słupnej Park
3. Mówiłem Ci to już
4. W objęciach
5. Mirafiori
6. Yeti feat. Dawid Podsiadło
7. Judo
8. W dziale na S
9. Nauka tęsknoty feat. Kortez
10. Splątane włosy