Powraca po dziesięciu latach artystycznego milczenia i nazywany przez wielu spadkobiercą Bustera Keatona, a nawet francuskiego mistrza komedii pomyłek Jacques’a Tati, tworzy autoironiczną opowieść o tożsamości, przynależności i domu zatytułowaną „Tam gdzieś musi być niebo”. Elia Suleiman, bo o nim mowa, staje się nie tylko palestyńskim kandydatem do Oscara, ale swym najnowszym filmem podbija wcześniej Cannes zdobywając nagrodę FIPRESCI przyznawaną przez grono zagranicznych krytyków i Europejski Festiwal w Sewilli, gdzie zgarnia laur dla najlepszej europejskiej koprodukcji.
Główny bohater filmu, w którego wciela się sam reżyser, przestaje czuć się komfortowo w rodzimym Nazarecie. Przeszkadzają mu niewinne scysje z sąsiadem, niepokojące akty wandalizmu i narastająca agresja. Wszystko to sprawia, że dojrzewa w nim myśl o opuszczeniu ojczyzny. Nowego życia szuka najpierw w Paryżu, później w Nowym Jorku. Myśli o Palestynie nie opuszczają go jednak ani na krok, a kusząca wizja świeżego startu zamienia się w komedię pomyłek. W filmie pojawia się wiele wątków autotematycznych, w tym portret środowiska filmowego, tak bliskiego Suleimanowi, które przybiera w filmie groteskowy obraz.
Autor zmieniając kolejno miejsca zamieszkania i przenosząc się z Bliskiego Wschodu do Europy, a następnie do Stanów Zjednoczonych, oddaje się przede wszystkim obserwacji ludzi i sytuacji. Udowadnia, że nawet najbardziej szara codzienność, kryje pod powierzchnią wiele cudowności.
Urszula Wolak
Reżyseria: Elia Suleiman Produkcja: Francja/Katar/Niemcy/Kanada/Turcja/Palestyna