Jak koniec roku i zbliżające się święta, to na ekranach kina na całym świecie tylko „Gwiezdne wojny. Skywalker. Odrodzenie”. Choć od kilku lat nawet najwięksi fani narzekają na poziom fabularny jednej z najpopularniejszych sag o odwiecznym konflikcie dobra ze złem, to i tak kolejne części cieszą się ogromnym zainteresowaniem. Nie inaczej jest i tym razem, bo bilety w wielu kinach zdążyły się wyprzedać jeszcze przed premierą. Być może dlatego, że firmy produkcyjne odpowiedzialne za realizację „Gwiezdnych wojen. Skywalker. Odrodzenie” zapowiedziały, że saga rodziny Skywalkerów dobiega końca. Lucasfilm i reżyser J.J. Abrams raz jeszcze łączą siły, aby zabrać widzów w spektakularną podróż do odległej galaktyki. Wszyscy więc zastanawiają się czym zaskoczą w finale twórcy kultowych serii w historii kina? I jaki będzie koniec odwiecznej batalii pomiędzy jasną i ciemną stroną Mocy?
Jedno jest pewne J.J. Abrams, reżyser i współscenarzysta „Gwiezdnych wojen: Przebudzenia mocy”, siódmego filmu sagi, przystępując do pracy nad ostatnim – dziewiątym, stanął przed nie lada wyzwaniem. Nie tylko dlatego, że przystąpił do projektu dość późno, przejmując filmowy klaps od Colina Trevorrowa, którego scenariusz nie przypadł do gustu producentom, ale musiał również sprostać wyzwaniu nakręcenia historii niezapomnianej, która będzie godnym zwieńczeniem trylogii. W tym celu należało połączyć kilka wątków, wyjaśnić wiele tajemnic, a całość przedstawić w atrakcyjnej formule, która powinna zadowolić kilka pokoleń fanów „Gwiezdnych wojen”.
Zobacz także: Gwiezdne wojny - czy to naprawdę już koniec?
Czy mu się to udało? Oceńcie sami. Na pewno w „Gwiezdnych wojnach. Skywalker. Odrodzeniu” nie brakuje tego, za co kochamy kultową serię: trzymających w napięciach pojedynków, zjawiskowych efektów specjalnych i magii kina dostępnej dla widza w każdym wieku.
Urszula Wolak