Muzyka kameralne to w tym roku główny nurt festiwalu " Muzyka w Starym Krakowie". Małe zespoły, duety, tria, kwartety, a przed nami jeszcze znakomity Krakowski Kwintet Dęty.
Ten rodzaj muzyki wymaga szczególnej precyzji wykonawczej i wzajemnego zrozumienia artystów, jest jak intymna rozmowa. Są duety, w których partie są równorzędne, solowe - są i takie, gdzie soliście towarzyszy akompaniament, który powinien usunąć się na drugi plan, wspierać nie przeszkadzając.
Idealnym przykładem duetu będącego jednym organizmem wykonawczym był środowy recital Iwana Monighettiego, któremu na fortepianie towarzyszył Claudio Martinez Mehner. Cóż to za pianista! Idealnie uzupełniał wiolonczelową partię w Mozarcie, nie ustępował Monighettiemu jako drugi solista w Beethovenie. Prawdziwa rozkosz dla uszu - zupełnie inaczej było następnego dnia w Bazylice Bożego Ciała, gdzie wystąpiła znakomita włoska śpiewaczka Romina Basso. Królowa piana i nastroju, aksamitny, ale dźwięczny alt, głos wprost stworzony do muzyki baroku i taki repertuar właśnie zaprezentowała zachwyconym słuchaczom, ale... No właśnie, w takiej muzyce akompaniament powinien być dyskretnym uzupełnieniem, a był - "spuśćmy zasłonę miłosierdzia na koniec tej sceny" - jak pisał Mark Twain.
Na szczęście kolejne koncerty zatarły niemiłe wrażenie. W sobotę słuchaliśmy norweskiego kwartetu Cikada, znanego już krakowskiej publiczności. Zespół specjalizuje się w wykonawstwie muzyki współczesnej - tym razem zestawił ją w zaskakujący sposób z bachowską Kunst der Fuge. Efekt piorunujący, genialny występ, brawurowe wykonanie zapierające dech w piersiach.
Niestety nie mogłam być na koncercie rumuńskiego chóru Byzantion, wykonującego muzykę kościoła bizantyjskiego. Tego zespołu nie trzeba reklamować, po występie melomani podobno prawie stratowali osoby sprzedające płyty Byzantion i wyrywali je sobie, jak kiełbasę w mięsnym w czasach słusznie minionych.
Czekamy na kolejne koncerty!
Beata Penderecka