Kadrowanie PRL-u. Henryk Hermanowicz i Jerzy Szot.
Jak powinniśmy rozmawiać i opowiadać o PRL-u? – znalezienie odpowiedzi na to pytanie jest jednym z najważniejszych zadań stojących dziś przed Muzeum PRL-u. Czy w ogóle jest to już możliwe, skoro budzi on w nas mnóstwo tak skrajnych emocji? Ta wystawa - dwóch fotografów i dwóch, jakże odmiennie „skadrowanych” przez nich obrazów PRL-u - jest właśnie zaproszeniem do rozmowy.
Dla jednych PRL to przede wszystkim lata ich młodości, pierwsze pocałunki, w miarę spokojne (choć niezbyt zamożne) życie , rozwój kraju, saturator i mały fiat, dla innych - represje, cenzura, zbrodniczy system i osobiste tragedie. Pomiędzy tymi skrajnościami nie ma miejsca na rozmowę i refleksję. Wszyscy „kadrujemy” PRL, przepuszczając go przez filtry - pamięci, przeżyć, wiedzy historycznej, wrażliwości. Wybierając to, co jest nam najbliższe. To naturalne i dotyczy wszystkich, także artystów – pisarzy, filmowców, fotografików.
Wystawa „Kadrowanie PRL-u. Henryk Hermanowicz i Jerzy Szot” to dwa obrazy PRL-u: „ładny”, „jasny” Hermanowicza i „brzydki” , choć równocześnie pełen poczucia humoru Szota. I dwa rodzaje fotograficznego spojrzenia na świat: dokumentatora i podglądacza.
Fotografie Henryka Hermanowicza ą ze zbiorów Muzeum PRL-u i zostały wykonane głównie w latach 50. i 60. XX w różnych częściach kraju. Autor dużo podróżował i dokumentował zachodzące wokół zmiany – odchodzący świat z jego tradycjami i obyczajami oraz nowy, który „rósł" na jego oczach. Na zdjęciach widzimy więc zarówno sielskie jeszcze krajobrazy i dziką przyrodę, jak i pejzaże już industrialne, a także zetknięcie tych dwóch światów. Obserwujemy odbudowę po zniszczeniach wojennych, czy budowę zakładów przemysłowych, ale także zmiany zachodzące na wsi. „Typy ludowe” z różnych regionów kraju są tu zestawione z murarzem, pracownikiem papierni, czy traktorzystą.
Pojawiają się też fotografie z pogranicza propagandy – kilka zaczytanych (w książkach i gazetach) osób siedzi przy stole , pani z dzieckiem czyta książeczkę „Plon” przed budynkiem Mazurskiego Uniwersytetu Ludowego, a grupka dzieci otacza poetę z orderem w klapie podczas wieczorku autorskiego.
Henryk Hermanowicz, uczeń Jana Bułhaka, ojca polskiej fotografii, podobnie jak mistrz zachwycał się polskim krajobrazem i architekturą , uwieczniał proste, codzienne czynności, rzadko jednak oficjalne wydarzenia. Pokazywał PRL jasny i pogodny, optymistyczny, jakby z zasady go nie komentując. Przede wszystkim dokumentował.
Fotografie Jerzego Szota powstawały w latach 80. XX wieku, a autor koncentrował się głównie na opowiadaniu o upadku i brzydocie schyłku PRL-u, pokazywanych jednak z dużym poczuciem humoru. Tu na pierwszy plan wysuwają się zniszczone kamienice, wszechobecne kolejki, brud i brzydota, a wpisane w taki pejzaż hasła propagandowe wypadają wyjątkowo groteskowo. Autor przyznaje się też do innej strategii fotograficznej – on nie tyle dokumentuje, co podgląda. Jego zdjęcia są typowo reporterskie, niewiele jest pozowanych. To raczej zapis chwili, nastroju, emocji. Peerel Szota zmierza ku upadkowi, co do tego nie mamy wątpliwości. A jednak oglądając jego zdjęcia często się uśmiechamy. To zasługa ich bohaterów, mimo okoliczności wyjątkowo często pogodnych.
„Codziennie, wracając z pracy, przechodziłem przez miasto. Zawsze miałem przy sobie aparat i zawsze fotografowałem. Scenografia na tych zdjęciach jest może brzydka, ale ludzie na nich są piękni. Wiedzieli, że ich lubię i dlatego pozwalali się fotografować” – opowiada Szot. Podkreśla, że w jego zdjęciach na próżno będziemy szukali „wielkiej, epickiej opowieści”. – To raczej zlepek obserwacji, próba uchwycenia nastroju, chwili, czasu – dodaje. „Na początku lat 80. pracowałem w klubie filmowym OMAK na AGH. Przyszedł stan wojenny i zaplombowali nam kamery. Pozostały nam aparaty. Pierwszą wystawę – zdjęć ze strajku na AGH - zrobiliśmy wraz z kolegami na stołówce. Potem były kolejne – w kościele w Mistrzejowicach, w krużgankach u oo. Karmelitów, u oo. Dominikanów. Ale nie byłem nigdy fotografem wojennym, nie jestem bohaterem narodowym, a uciekając przed czołgami dostałem boleści ze strachu. Zawsze też byłem outsiderem, miałem dystans do oczu gorejących wszelakiej maści i patrzyłem raczej z boku, podglądałem. Dlaczego? Bo to lubię. Nawet jak ślub fotografuję, robię to z pasją. I nie wyobrażam sobie zdjęć bez ludzi, moim marzeniem zawsze było (jakby to górnolotnie nie zabrzmiało) fotografowanie duszy ludzkiej: uczuć, emocji” – dodaje Jerzy Szot.
Wystawa czynna w Muzeum PRL-u od 19 września 2014 r.
Jerzy Szot
Urodzony 1954 r. w Krakowie. Ukończył Wydział Geologii w Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie i Warsztaty Grafiki w Pracowni Wklęsłodruku na Wydziale Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Jest członkiem Międzynarodowego Stowarzyszenia Dziennikarzy i International Federation of Journalists. Fotoreporter miesięcznika „List" (w latach 1984-1992) i „Gazety Wyborczej” (w latach 1993-1998), współpracownik tygodnika „Polityka" (od 2000 roku).
Wybrane wystawy: „II Wizyta Jana Pawła II" - P. Dylik, J. Szot, J. Pałosz, A. Stawiarski, Galeria w Krużgankach", kościół o.o. Dominikanów w Krakowie (listopad 1980 r.), „Ojczyzno Ma" - udział w wystawie S. Markowskiego, kościół w Mistrzejowicach w Krakowie (październik 1983 r.), „Pamięci Księdza Jerzego" - udział w wystawie S. Markowskiego, kościół w Mistrzejowicach (listopad 1984 r.), „Trzecia Rozmowa Jana Pawła II z Rodakami" - P. Dylik, J. Szot, „Galeria w Krużgankach" (listopad 1987), „Fotografie 81-90" - Galeria Jagiellońska (listopad 1990 r.), „Lokatorzy Pana Boga" - Muzeum Jana Pawła II (listopad 2000 r.), „Lokatorzy Europy" - Muzeum Archidiecezjalne (listopad 2004 r.), „Jeden Kraków; 26 lat; 121 fotografii" - Muzeum Historii Fotografii w Krakowie (wrzesień 2006 r.).
Henryk Hermanowicz
Urodzony 20 października 1912 r. w Wilnie, zmarł 31 maja 1992 r. w Krakowie. Artysta fotografik, jeden z najwybitniejszych uczniów Jana Bułhaka. Członek Związku Polskich Artystów Fotografików (od 1947 roku r.), National Geographic Society, członek honorowy Klubu Fotografów Duńskich, laureat licznych nagród i odznaczeń, m.in. Krzyża Kawalerskiego Orderu Odrodzenia Polski.
Debiutował na V Międzynarodowym Salonie Fotografii Artystycznej w 1931 r. Od 1937 r. pracował w Krzemieńcu w pracowni fotograficznej prowadzonej przez Stanisława Sheybala. Od 1945 r. osiadł na stałe w Krakowie. Stworzył jeden z najpiękniejszych portretów fotograficznych miasta: „Kraków - cztery pory roku". Pracował jako operator filmowy, współpracował z „Polską Kroniką Filmową”. Był jednym z najwybitniejszych twórców fotografii krajobrazowej, wydał m.in. albumy: „W krainie skał i zamków” (1963 r.), „Dolina Prądnika” (1968 r.), „W dorzeczu Nidy” (1982 r.), „Ziemia Żywiecka” (1982 r.), „Tatry” (1988 r.).