Wtorek, 27 paź 0 °C Jakość powietrza: Dobra Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

Jerzy Armata poleca: "Mandarynki"

Kino estońskie jest u nas mało znane, może z wyjątkiem animacji, która bywa dość szeroko prezentowana na polskich festiwalach, choćby na poznańskim Animatorze czy krakowskiej Etiudzie & Animie. Z filmów fabularnych ostatnich lat najbardziej w pamięci utkwiła mi „Nasza klasa” (2007) Ilmara Raaga, przejmująca – utrzymana wręcz w poetyce greckiej tragedii – gorzka opowieść rozgrywająca się w środowisku uczniów szkoły średniej. Tamten film został obsypany trofeami festiwalowymi, m.in. w Karlowych Warach i Poznaniu, a na Warszawskim Festiwalu Filmowym otrzymał nagrodę specjalną jury oraz nagrodę FIPRESCI (Międzynarodowe Stowarzyszenie Krytyki Filmowej).

<b>Jerzy Armata poleca</b>: "Mandarynki"
fot: materiały prasowe

„Mandarynki”
Reż. Zaza Urushadze
Prod. Estonia/Gruzja 2013

Podobnie jest z zrealizowanymi w koprodukcji z kinematografią gruzińską „Mandarynkami” (2013) Zazy Urushadze, które podczas ubiegłorocznej edycji warszawskiej imprezy zostały uhonorowane nagrodą za reżyserię, a także wygrały plebiscyt publiczności.

Akcja filmu rozgrywa się jesienią 1992 roku w Abchazji, na plantacji tytułowych cytrusów. Prowadzą ją dwaj Estończycy: Markus zajmuje się owocami, a jego sąsiad – sędziwy Ivo – zbija skrzynki do transportu mandarynek. A wkoło trwa wojna. Okolica jest wyludniona, mieszkający tam Estończycy schronili się w ojczyźnie, pozostali tylko – bezstronni wobec wojennego konfliktu – Markus i Ivo. Po jednej z potyczek mężczyźni ratują życie dwóm rannym bojownikom: Czeczenowi oraz – stojącemu po drugiej stronie barykady – Gruzinowi. Tak więc bezstronni plantatorzy udzielają pomocy i gościny dwóm zaciekłym wrogom…
Film Urushadze ma także wymiar greckiej tragedii. Ale jest ona opowiedziana jakby przyciszonym głosem, na tle przepięknego, skrzącego się barwami jesieni, a jednocześnie wyniszczonego okropnościami wojny abchaskiego krajobrazu.

„Mój film nie miał być żadnym politycznym manifestem, dziełem zaangażowanym w bieżące rozgrywki między państwami. To przede wszystkim historia o ludziach uwikłanych w sytuację, która jest ponad nimi, która sprawia, że wyrzekają się oni swojego człowieczeństwa. To film o  człowieczeństwie. O tym, że bardzo łatwo potrafimy zapomnieć o tym, wyrzec się samych siebie, dajemy się manewrować czemuś, co na dobrą sprawę nie ma większego znaczenia. Zapominamy o tym, że wszyscy jesteśmy ludźmi. Może innego pochodzenia, z innego państwa, innej wiary, ale zawsze – ludźmi. To jest główne przesłanie mojego filmu – żebyśmy pamiętali, że najważniejsze to pozostać człowiekiem” – mówi Zaza Urusadze.


Jerzy Armata


Najpopularniejsze

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

  • Wichury nad Polską, alerty także w Małopolsce. W Tatrach możliwe zamiecie

    Radio Kraków

  • Przez ponad 200 lat uważano go za kopię. Sensacyjne odkrycie na Wawelu

    Gabriela Koziara

Najnowsze

  • Urząd Miejski w Wojniczu już w nowej siedzibie. Przeprowadzka opóźniła się o kilka miesięcy

  • Wenecja 1 – odrestaurowana kamienica ze strefą wellness w Krakowie

  • Osada Czorsztyn odzyska blask. Ruszyła rewitalizacja zabytkowego kompleksu

  • Czy Europa wraca do najciemniejszych czasów XX wieku? Konstanty Gebert: „Powracają nastroje w innych kostiumach”

  • Koniec z niebezpiecznym skrzyżowaniem w Zembrzycach? Powstanie rondo turbinowe

  • W Zakopanem wrze wokół obwodnicy. "Drogę będę miała pod salonem"