W polskim kinie dla dzieci i młodzieży nie dzieje się dobrze. Jeszcze w animacji można dostrzec pewne iskierki nadziei, że idzie ku lepszemu – od czasu do czasu pojawi się bowiem jakiś interesujący serial, jak choćby ostatnio „Kacperiada” Wojciecha Wawszczyka, ale w fabule „tak naprawdę nie dzieje się nic”. Jak trafnie określił ten stan jeden z rodzimych klasyków w tej dziedzinie produkcji filmowej: „Kiedyś realizowaliśmy w ciągu roku pięć filmów, teraz jeden – na pięć lat”. Niewiele się pomylił, polski film fabularny kierowany do młodych widzów znalazł się w zupełnej zapaści.
„Gabriel”
Reż. Mikołaj Haremski
Prod. Polska 2013
I nagle niezwykle miła niespodzianka – „Gabriel” Mikołaja Haremskiego. Zanim pojawił się w naszych kinach, zdążył zdobyć już popularność i uznanie za granicą, czego dowodem liczne festiwalowe laury: w Chemnitz otrzymał nagrodę specjalną, a w Los Angeles spadła na niego istna lawina nagród: za reżyserię (Mikołaj Haremski), scenariusz (Radosław Hendel, Piotr Chrzan), zdjęcia (Jan Paweł Trzaska), muzykę (Andrzej Krauze), montaż (Cezary Kowalczuk), a także dla młodego aktora (Jan Rotowski). Przed kilkoma tygodniami film Haremskiego dostał jeszcze Nagrodę Publiczności na Green Bay Festival.
„Gabriel” to nie tylko film dla dzieci, ta słodko-gorzka opowieść o przyjaźni i odpowiedzialności zainteresuje także dorosłych. To także opowieść o pasji. Bohatera filmu – dwunastoletniego Tomka – pasjonują samochody. Każdą wolną chwilę spędza w warsztacie pana Raszyńskiego. Od śmierci matki mieszka u dziadków. Pewnego dnia decyduje się na ucieczkę z domu, pragnie odnaleźć ojca. Po drodze poznaje tytułowego Gabriela. Chłopcy szybko się zaprzyjaźniają. Tomek odkrywa, że Gabryś posiada pewne nadnaturalne zdolności… Na czym polegają i skąd biorą się tajemnicze uzdolnienia Gabrysia, czy Tomek odnajdzie ojca – aby się o tym dowiedzieć, musicie się Państwo wybrać do kina. Nie mogę tego ujawnić, suspens i pewne elementy zaskoczenia stanowią bowiem istotny walor filmu Haremskiego.
„Przede wszystkim to kino familijne, film, na który może się wybrać cała rodzina. Początek ma elementy kina społecznego (bohater – półsierota odrzucony przez rówieśników, wychowywany przez dziadków, chce odszukać ojca), potem robi się z tego komedia łotrzykowska, film akcji i kino drogi. Przez sporą część filmu akcent jest położony na parze złodziejaszków, z którymi los styka Tomka. Potem znowu robi się poważnie, dramatycznie. Połączenie wszystkich elementów wydawało się dość trudne – kiedy widz zdąży się przyzwyczaić do danej konwencji, zostaje z niej wyrwany. Potem jeszcze raz następuje zmiana. Jeśli ta żonglerka konwencjami mi się udała, to jestem zadowolony” – wyznaje reżyser. Może być spokojny, udała się.
Jerzy Armata