„Rock the Casbah” – taki tytuł nosił piętnasty singiel słynnego zespołu The Clash z 1982 roku. Jego tytułowa piosenka szybko stała się jednym z najpopularniejszych – i najważniejszych – songów lat osiemdziesiątych. Inspiracji do jej napisania dostarczyła sytuacja w Iranie, gdzie po rewolucji islamskiej wprowadzono – pod karą chłosty – zakaz posiadania płyt z muzyką rockową. Notabene, w 1991 roku, podczas wojny w Zatoce, na jednej z bomb pojawił się napis: „Rock the Casbah", a utwór The Clash stał się niezwykle popularny wśród żołnierzy amerykańskich biorących udział w konfliktach zbrojnych w krajach arabskich.
Akcję swego debiutanckiego filmu, zatytułowanego właśnie „Rock the Casbah”, izraelski reżyser Yariv Horovitz osadza w 1989 roku podczas pierwszej Intifady, palestyńskiego powstania przeciwko izraelskiej okupacji Palestyny. To historia pewnego wojskowego patrolu, który podczas rutynowego obchodu został zaatakowany kamieniami przez mieszkańców miasteczka, głównie młodocianych. W wyniku trafienia zrzuconą z dachu pralką jeden z izraelskich żołnierzy poniósł śmierć. Sprawców nie udało się złapać. Pozostała część patrolu, czwórka młodych żołnierzy, otrzymała rozkaz stacjonowania na dachu palestyńskiego domu, z którego została zrzucona pralka, i obserwowania okolicy, aż do czasu pochwycenia zabójców ich towarzysza broni. To rodzi kolejny konflikt, gdyż palestyńscy mieszkańcy domu, na dachu którego przebywają izraelscy żołnierze, boją się, że zostaną przez sąsiadów posądzeni o kolaborację.
Film Horowitza jest kroniką życia codziennego izraelskich żołnierzy, wypełniających ten dosyć specyficzny rozkaz. Pole dramatu opowieści zostało właściwie zredukowane do dachu i okolic. Sfrustrowani i zmęczeni przedłużającym się konfliktem żołnierze wykonują codzienne rutynowe – osobiste i służbowe – czynności, nudzą się, słuchają muzyki, palą jointy, bawią się nawet „w wojnę” z okolicznymi dziećmi…
„W latach 90. pełniłem funkcję fotografa wojskowego, byłem wysłany do Strefy Gazy, na Brzeg Zachodni. Wiele zdarzeń w filmie jest inspirowanych zasłyszanymi historiami od przyjaciół i sytuacji, których byłem świadkiem podczas służby wojskowej. Morderstwo żołnierza, które jest punktem kluczowym w filmie, zdarzyło się naprawdę. Przede wszystkim chciałem zrobić ten film dla moich przyjaciół i siebie samego. By pokazać, jak absurdalne jest to z obydwu stron. I że intifada oznaczała głównie walkę grupy dzieciaków przeciwko innym dzieciakom, bez świadomości, z jakiego powodu” – wyznaje izraelski reżyser.
Na ubiegłorocznym festiwalu berlińskim jego film został uhonorowany Nagrodą Specjalną Międzynarodowego Stowarzyszenia Kin Artystycznych.
Jerzy Armata