Wtorek, 27 paź 2 °C Jakość powietrza: Dobra Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

Christiane Kubrick: Stanley był bezkompromisowy

Rozmowa Radia Kraków Christiane Kubrick: Stanley był bezkompromisowy

Christiane Kubrick: Stanley był bezkompromisowy
Spotkanie z Christiane Kubrick 5 maja w krakowskiej księgarni Matras, fot. archiwum RK


- Cieszę się, że udało mu się w końcu nakręcić "Oczy szeroko zamknięte". Uważał je zdecydowanie za swój najlepszy film – mówił w rozmowie z Radiem Kraków Jan Harlan, brat wdowy po reżyserze Christiane i producent jego filmów. Oboje goszczą na 7. edycji Festiwalu Off Plus Camera. 4 maja wzięli udział w wernisażu wystawy "Stanley Kubrick" w Muzeum Narodowym.

Zapis rozmowy Wojciecha Musiała z Christiane Kubrick i Janem Harlanem



Stanley Kubrick był wyjątkowo daleki od bycia celebrytą. Dlaczego tak bardzo trzymał dziennikarzy na dystans?

C.K.: Stanley był nie tylko reżyserem, ale i producentem swoich filmów. Zawsze bardzo starannie planował promocję swoich filmów i bardzo lubił się tym zajmować. Jednak czuł, że nie jest zbyt dobrym rozmówcą w wywiadach prowadzonych na żywo czy w programach typu talk-show. Czuł się z tym bardzo niekomfortowo, ponieważ w gruncie rzeczy był bardzo nieśmiały. Widać to doskonale w filmach dokumentalnych o nim.



J.H.: Moim zdaniem nie znosił wyjaśniania dwuznaczności, które umieszczał w swoich filmach. Często żartował, że jedyna rzecz, jakiej się naprawdę w życiu boi, to tłumaczenie zakończenia "Odysei kosmicznej". Dla niego było ono oczywiste.



Na czym polegał fenomen Stanleya Kubricka?

J.H.: We wszystkich jego filmach, począwszy od "Ścieżek chwały" i "Dr. Strangelove'a", może z wyjątkiem "Lśnienia", widać wyraźnie, że fascynowały go ludzkie słabości, nasza próżność i fakt, że rządzi nami nie intelekt, ale emocje, co wszystko razem często pakuje nas w nie lada kłopoty.



Przy tym żaden jego film się nie starzeje.

J.H.: To definiuje go, jako wielkiego artystę – kompozytora, pisarza, malarza, którego dzieła nie popadają w niepamięć. Jego filmy oglądane są przez kolejne pokolenia i zapewne tak będzie w przyszłości.



Tylko, że u niego dotyczy to wszystkich jego dzieł.

J.H.: Stanley odpowiedziałby, że podobnie, jak u van Gogha, Ingmara Bergmana. Jeśli artysta tworzy swe dzieło w zgodzie z własnymi przekonaniami, to istnieje duża szansa, że dzieło będzie żyć wiecznie. Byle włożył w jego tworzenie miłość i pasję.



Kubrick był twórca całkowicie niezależnym?

C.K.: Ostatnim filmem, w którym musiał słuchać innych, był "Spartakus", który był dla niego szansą pokazania, że potrafi kręcić dla Hollywood. Film ogromnie dla niego ważny i piekielnie trudny, ponieważ nie miał prawa zmienić nawet słowa w scenariuszu. Od tego czasu bardzo zwracał uwagę na swoją niezależność – poprzez uważny dobór scenariuszy, staranne planowanie kontraktów, a przede wszystkim udowadniając, że jest człowiekiem godnym zaufania, który nie zmarnuje powierzonych mu pieniędzy. W ten sposób zyskał całkowite zaufanie Warner Brothers.



Ekonomiczny aspekt tworzenia i dystrybucji filmu miał dla niego znaczenie?

C.K.: Ogromne! Wiedział, że jego swoboda zależy od tego. Oczywiście był bezkompromisowy, gdy szło o przesłanie jego filmów, ale zawsze wiedział, że muszą one na siebie zarobić. To dawało mu wolność tworzenia.



Był zadowolony ze swych dzieł czy wzorem innych artystów chciał poprawiać je bez końca?

C.K.: Jedno i drugie, w zależności od nastroju. Oczywiście zawsze dopieszczał swe filmy aż do poczucia całkowitego zadowolenia, ale potem jednego dnia mówił, że film jest OK, a drugiego, że chętnie by go przemontował. Każdy artysta przez to przechodzi.



Jednym z projektów, których nie zdołał nakręcić był „Napoleon”. Były też inne, których nie udało mu się zrealizować?

J.H.: Faktycznie "Napoleon" był projektem, którego najbardziej żałował. Był też film o holokauście, do którego przygotowania trwały rok. Bardzo też chciał sfilmować powieść "Eric Brighteyes" Henry'ego Haggarda. Bardzo ciekawe jest, że nad "Oczami szeroko zamkniętymi" pracował przez ponad 30 lat! Prawa do sfilmowania nabył w 1970 r. i przez lata zmagał się z problemami przy realizacji. W końcu się jednak udało. Żeby móc ten film nakręcić, zrzekł się praw do „A.I. Sztucznej inteligencji” na rzecz Stevena Spielberga. Ogromnie się cieszę, że udało mu się w końcu nakręcić "Oczy szeroko zamknięte". Uważał je zdecydowanie za swój najlepszy film.



Był pesymistą, jeśli chodzi o ludzkość, ale optymistą w życiu codziennym.

J.H.: Uważał, że ludzkość igra na krawędzi samozagłady. Ten pogodny na co dzień człowiek czarno patrzył w przyszłość: "Czy zdołamy się uratować? Ja nie wiem, ty mi powiedz".



bk

Posłuchaj wypowiedzi


Najpopularniejsze

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

  • Z Żabna do Krakowa w godzinę? Samorządowcy zdradzają plany dla „Szczucinki"

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Wichury nad Polską, alerty także w Małopolsce. W Tatrach możliwe zamiecie

    Radio Kraków

Najnowsze

  • Bartosz Bocheńczak (Konfederacja): Mimo"wtopy" przy wyborach w Krakowie, wystartuję do Sejmu

  • OFICJALNIE | Kraków gospodarzem Mistrzostw Świata Kobiet Amp Futbol 2027!

  • Tarnów większy o sąsiednie miejscowości? Gmina Tarnów nie chce o tym słyszeć

  • Carlos Santana po raz pierwszy w Krakowie!

  • Małopolski Sejmik apeluje do Lwowskiej Rady Obwodowej o wycofanie uchwały ws. UPA

  • Słoneczny wtorek w Małopolsce. W dzień do 9 stopni, nocą temperatura spadnie do zera