Biała Gwiazda w ostatnim w fazie zasadniczej meczu przy Reymonta pokonała Zagłębie Lubin 1:0. W ten sposób, za sprawą trafienia Patryka Małeckiego, Wisła zapewniła sobie miejsce w górnej połówce tabeli.
W drugi dzień świąt Wielkanocnych na święto futbolu liczyli przy Reymonta kibice Wisły Kraków. Biała Gwiazda mogła przypieczętować obecność w górnej ósemce w tabeli, pokazując się z dobrej strony i wygrywając w meczu z Zagłębiem Lubin. Wiosną Zagłębie zdecydowanie dołuje, a z drużyny z czuba tabeli stało się ekipą, której ciężko będzie o lokatę w grupie mistrzowskiej. Dla podopiecznych Piotra Stokowca mecz przy Reymonta był meczem ostatniej szansy. Biała Gwiazda musiała radzić sobie w tym meczu bez Petara Brleka, który wiosną dosyć niespodziewanie wyrósł na jednego z liderów ekipy Kiko Ramireza. Chorwata zastąpić może Semir Stilić, który z meczu na mecz odzyskuje "dawny blask" i zaczyna przypominać Stilicia z poprzedniego pobytu w Krakowie. Do jedenastki wrócił kapitan Arkadiusz Głowacki, którego zabrakło w Niecieczy.
18. minuta powinna przynieść bramkę otwierającą wynik meczu przy Reymonta. Zakotłowało się wtedy pod bramką Zagłębia potwornie, byli w tej akcji Boguski, Brożek i Małecki, ale ostatecznie żaden z nich nie oddał nawet strzału na bramkę. Wszystko kończył przed polem karnym Cywka - uderzył bardzo niecelnie. Dziesięć minut później ruszył Małecki, szarpnął skrzydłem, ale jego wysiłku nie wykorzystał Boguski. Wisła atakowała zdecydowanie groźniej, jednak nie była w stanie choćby zatrudnić Polacka. Mecz rozgrywany w Wielkanocny poniedziałek w kontekście aury przypominał raczej te drugie święta. W trakcie trwania pierwszej połowy zaczął nad stadionem padać deszcz ze śniegiem, zrobiło się wietrznie i zimno. Na boisku Zagłębie od czasu do czasu próbowało się odgryźć kontratakami, ale tam zwykle brakowało nie tyle wykończenia, co ostatniego podania.
Druga połowa zaczęła się od groźnych ataków po obu stronach. Najpierw o "centrostrzał" pokusił się Tomasz Cywka - prawdopodobnie po prostu nie wyszło mu dośrodkowanie, co przerodziło się w niezłe uderzenie. Niewdzięczne dla Polacka, który z problemami strącił piłkę na rzut rożny. W odpowiedzi minutę później składną akcję przeprowadziło Zagłębie. Problem w tym, że wszystko zakończyło się zupełnie nieudanym uderzeniem Starzyńskiego. Reprezentant Polski najzwyczajniej w świecie nie trafił czysto w piłkę. Wreszcie nadeszła 62. minuta. Najpierw prawą flanką urwał się Cywka. Przegrał on co prawda fizyczny pojedynek z rywalem, ale piłkę przejął Stilić. Dorzucił miękko w okolice bramki - a nawet w bramkę, konkretnie w poprzeczkę! Futbolówka trafiła po chwili pod nogi Patryka Małeckiego. Ten nie zastanawiał się zbyt długo nad tym, jak tę akcję zakończyć. Huknął ile sił w lewej nodze, rozrywając niemalże siatkę i nie dając Polaczkowi żadnych szans na skuteczną interwencję.
W międzyczasie żółty kartonik obejrzał Ivan Gonzalez - kartka ta była o tyle istotna, że eliminuje stopera z gry w meczu z Górnikiem Łęczna. Podobny los spotkał też Macieja Sadloka i Krzysztofa Mączyńskiego. Oni również nie zagrają z powodu żółtych kartoników w meczu w Lublinie. Gorsze informacje dla Wisły mogły natomiast pojawić się krótko po zdobytym przez Małeckiego gola. Bardzo bliski wyrównania był Janoszka, który z dwóch metrów kopnął prosto w Miśkiewicza. Zagłębie próbowało doprowadzić do remisu, a trener Stokowiec wpuścił na plac gry Buksę, Vlasko i Jagiełłę. Ten pierwszy celnie uderzał w 79. minucie, nie zaskoczył jednak w ten sposób Załuski. Bramkarza Wisły do końca zresztą nie zaskoczył już nikt. Wisła przy Reymonta wygrała z Zagłębiem 1:0.
W niedzielę Biała Gwiazda przypieczętowała więc miejsce w górnej połówce tabeli - choć właściwie matematycznie pewne było to już na kilkanaście minut przed rozpoczęciem meczu z Zagłębiem. Wisła dokonała tego, co jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się niemożliwe, a gdy punkty zostaną podzielone, podopieczni Kiko Ramireza mogą walczyć nawet o miejsce w europejskich pucharach.
Wisła Kraków - Zagłębie Lubin 1:0 (0:0)
Patryk Małecki 62'
AD