Bruk-Bet Termalica Nieciecza w trenerskim debiucie Marcina Węglewskiego musiała uznać wyższość Jagiellonii Białystok. Długo zanosiło się na bezbramkowy remis, ale w 79. minucie trzy punkty uderzeniem z rzutu karnego zapewnił gospodarzom Sheridan.
Jeszcze jesienią to byłby mecz na szczycie LOTTO Ekstraklasy. Jesienią Jagiellonia Białystok i Bruk-Bet Termalica Nieciecza szły praktycznie łeb w łeb, zajmując czołowe lokaty. Teraz sytuacja zmieniła się mocno w małopolskim zespole. W tabeli między obiema drużynami na tym etapie wytworzył się już dosyć spory dystans - przed meczem wynosił on aż 13 oczek. Ponadto w Niecieczy zaszły ostatnio poważne zmiany. Podziękowano za współpracę dotychczasowemu trenerowi, Czesławowi Michniewiczowi. Decyzja ta wzbudziła oczywiście sporo kontrowersji, bo Michniewicz w Niecieczy notował przez długi czas wyniki ponad stan. Cierpliwość zarządu wyczerpała jednak kiepska wiosna, a porażka ze Śląskiem Wrocław przelała czarę goryczy.
Słoniki w meczu z Jagiellonią poprowadzi więc Marcin Węglewski. O ile w jego zespole poważniejszych osłabień nie ma, o tyle Michał Probierze będzie musiał układać skład bez Łukasza Burligi - w jego przypadku to skutek czerwonej kartki ze Szczecina - oraz kontuzjowanego Karola Mackiewicza. Termalica, która dopiero co była w ligowym czubie, teraz musi martwić się o miejsce w górnej ósemce. Jeśli chce utrzymać lokatę w górnej połówce, musi z Jagiellonią powalczyć chociaż o jeden punkt. Na chwilę obecną przewaga Słoników nad dziewiątą Wisłą Płock to zaledwie jeden punkt.
Debiut trenera Węglewskiego na ławce Bruk-Betu mógł zacząć się kiepsko. W ósmej minucie głową uderzał Guti i zabrakło mu do szczęścia naprawdę niedużo. Choć mecz nie obfitował w szczególnie dużo sytuacji podbramkowych, więcej okazji mieli gospodarze. Klarowną szansę w 15. minucie zmarnował Sheridan, a zaraz potem Pilarz interweniował po próbie Vassiljeva. Estończyka szczególnie mocno piłkarze Bruk-Betu powinni się obawiać, ale Vassiljev szybko zakończył swój udział w spotkaniu. W 22. minucie lider drużyny Michała Probierza zasygnalizował szkoleniowcowi konieczność dodkonania zmiany, a kontuzjowanego Vassiljeva zastąpił Romanchuk. Przed przerwą zaatakowała jeszcze Termalica - najpierw Gutkovskis, potem Stefanik nie byli jednak wystarczająco skuteczni.
Długimi fragmentami mecz w Białymstoku był spotkaniem, które eufemistycznie można określić mianem "meczu dla koneserów". Sytuacji podbramkowych nie było zbyt wiele, emocji też jak na lekarstwo. O wszystkim - tak się wydawało - zadecydować może jedna bramka, która powinna rozstrzygnąć losy rywalizacji na jedną bądź drugą stronę. W 66. minucie taką okazję miał Guba, ale po wrzutce Gergela nie trafił czysto w piłkę. Dłużej przy piłce utrzymywali się zawodnicy gospodarzy, ale nie przekładało się to na klarowne okazje. Dosyć przeciętne spotkanie oglądało więc prawie 15 tysięcy kibiców - tylu bowiem zasiadło tego dnia na trybunach obiektu w Białymstoku. Doczekali się wreszcie ci ludzie emocji w 78. minucie. Ziajka faulował w polu karnym Tomasika, a Cillian Sheridan z jedenastu metrów dał Jagiellonii prowadzenie i jednocześnie zagwarantował trzy oczka.
W trenerskim debiucie Marcina Węglewskiego Słoniki nie wywożą więc z Białegostoku punktów. Przez długi czas Bruk-Bet grał z kandydatem do mistrzostwa jak równy z równym, ale w końcówce czegoś gościom zabrakło. Trzy punkty są natomiast bardzo cenne z punktu widzenia Jagiellonii. Po tym, jak wczoraj Legia zepchnęła na moment ekipę Michała Probierza z fotela lidera, teraz Jagiellonia Białystok wraca na szczyt.
AD