Potrząsanie niemowlęciem, choć trwa zaledwie kilka sekund, może doprowadzić do poważnych urazów mózgu, a nawet śmierci dziecka. Zespół dziecka potrząsanego to wciąż mało znane zjawisko, które najczęściej wynika nie ze złej woli rodziców, lecz z ich bezradności wobec długotrwałego płaczu niemowlęcia. Więcej o tym zjawisku opowiedziała w rozmowie z Sylwią Paszkowską dr Anita Franczak-Young z Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie.
Nieintencjonalna przemoc. Jakie są skutki potrząsania dzieckiem?
Potrząsanie dzieckiem to przemoc, nawet jeśli wynika z chwilowej utraty kontroli czy braku wiedzy, a nie ze złej woli. Rodzice, przytłoczeni bezradnością wobec nieustannego płaczu, w akcie desperacji próbują "uspokoić" dziecko. Nie wiedzą jednak, że ta gwałtowna reakcja może na zawsze odmienić życie dziecka. Najczęściej do takich sytuacji dochodzi około trzeciego miesiąca życia, kiedy występuje tzw. szczyt płaczu. Dziecko może wtedy płakać nawet do sześciu godzin dziennie, co nadal mieści się w granicach normy. Dla rodziców to jednak ogromna próba cierpliwości i odporności psychicznej.
Płacz niemowlęcia potrafi osiągać nawet 120 decybeli. Gdybyśmy wyobrazili sobie teraz, że ktoś wchodzi do pokoju i przez pół godziny na nas krzyczy. Samo wyobrażenie podnosi nam poziom stresu, kortyzolu – mówi dr Anita Franczak-Young.
Głowa niemowlęcia jest stosunkowo duża i ciężka – stanowi aż jedną czwartą masy jego ciała. Szyja nie jest jeszcze w stanie jej utrzymać, dlatego gwałtowne ruchy sprawiają, że mózg uderza o ściany czaszki, a to może powodować krwiaki podtwardówkowe, wylewy na dnie oka, obrzęk mózgu, czy w trudnych przypadkach bezdech i zatrzymanie krążenia.
Dzieci trafiające do szpitala z zespołem dziecka potrząsanego często wymiotują, są apatyczne, nie chcą jeść. Objawy te łatwo pomylić z infekcją, dlatego wiele łagodniejszych przypadków nigdy nie zostaje rozpoznanych.
To właśnie te dzieci w przyszłości mogą mieć trudności w nauce, zaburzenia koncentracji czy objawy przypominające ADHD – tłumaczy dr Anita Franczak-Young.
(cała rozmowa do posłuchania)
Posłuchaj wypowiedzi
Skala zjawiska w Polsce
Rodzice rzadko otwarcie przyznają się do potrząsania. Obawiają się konsekwencji prawnych – interwencji policji, odebrania dziecka. Zdarza się, że tłumaczą urazy upadkiem z przewijaka albo obwiniają starsze rodzeństwo. Tymczasem lekarze, obserwując charakterystyczne obrażenia, zwykle nie mają wątpliwości, że doszło do przemocy. Najbardziej przejmujące są sytuacje, gdy rodzice jednak zdobywają się na szczerość.
To często osoby, które nie są przemocowe, lecz w pewnym momencie nie wytrzymały napięcia – podkreśla dr Anita Franczak-Young.
W oddziale krakowskiego szpitala pojawia się od jednego do dwóch ciężkich przypadków miesięcznie. To dane niepełne, ponieważ wiele dzieci nigdy nie trafia do specjalistów. Szacuje się, że w Polsce rocznie może dochodzić do 200-300 przypadków zespołu dziecka potrząsanego. Część kończy się śmiercią. W skali kraju umiera od 20 do 40 niemowląt rocznie.
Najważniejsza jest świadomość rodziców i opiekunów. Obecnie położne nie mają obowiązku edukowania młodych matek w tym zakresie. Niektóre szkoły rodzenia wprowadzają temat z własnej inicjatywy, ale brakuje systemowych rozwiązań.