Krystyna Skuszanka przyjechała do Nowej Huty 1 kwietnia 1955 roku, by stworzyć teatr, który nie będzie jedynie rozrywką dla robotniczego miasta. Chciała wystawiać Szekspira, Słowackiego i Calderona, a widzów, którzy często dopiero poznawali świat teatru, traktować jak odbiorców zdolnych do zrozumienia ambitnej sztuki. Jej wizja przyniosła Teatrowi Ludowemu rozgłos, ale także krytykę i spory o to, czym powinien być teatr dla robotników. O Krystynie Skuszance, jej bezkompromisowości w rozmowie z Sylwią Paszkowską opowiedziały Monika Kozioł, kierowniczka Nowohuckiego Laboratorium Dziedzictwa oraz Katarzyna Kobylarczyk, dziennikarka, reporterka i autorka książki "Kobiety Nowej Huty. Cegły, perły i petardy".
Posłuchaj rozmowy
Od Kielc przez Opole do Nowej Huty
Krystyna Skuszanka nie pojawiła się w Nowej Hucie przypadkiem. Zanim w 1955 roku objęła tamtejszy Teatr Ludowy, przeszła drogę przez różne ośrodki i instytucje teatralne. Po wojnie rozpoczęła naukę w studium Starego Teatru, początkowo interesując się aktorstwem. Następnie trafiła do Poznania, gdzie studiowała polonistykę, a później do Warszawy, gdzie kształciła się w reżyserii. Kolejnym etapem było Opole, z którego przyjechała do Nowej Huty.
Sama Skuszanka i Jerzy Krasowski uważali, że teatr jest sztuką wędrowną – mówi Katarzyna Kobylarczyk.
Krystyna Skuszanka, urodzona w 1924 roku, pochodziła z rodziny inteligenckiej. Jej ojciec, Antoni Skucha, był dyrektorem gimnazjum w Kielcach, a matka pracowała w tej samej szkole jako nauczycielka. Zainteresowanie teatrem towarzyszyło Krystynie już w dzieciństwie. Organizowała przedstawienia, zbierała dzieci z podwórka i tworzyła z nimi małe grupy teatralne.
"To był nie tylko awans społeczny, ale też emancypacyjny". Kobiety, które budowały Nową Hutę
Wojna przerwała jej młodość i naukę. Uczestniczyła w tajnym nauczaniu, a po zdaniu matury sama zaczęła prowadzić tajne komplety. W jej własnoręcznie spisywanych życiorysach pojawiają się również informacje o kontaktach z Batalionami Chłopskimi i Armią Krajową, prześladowaniach przez gestapo, dwóch aresztowaniach oraz ucieczce z obozu pracy.
Już na początku drogi artystycznej Skuszanka pokazywała, że nie zamierza podążać utartymi ścieżkami. Duże zainteresowanie wzbudziła jej inscenizacja "Sztormu" radzieckiego dramaturga Billa-Bielozerkowskiego, za którą otrzymała Państwową Nagrodę III stopnia.
Był to dramaturg radziecki i złośliwe głosy mówiły, że dostała ona tę nagrodę, dopiero gdy radziecki wizytator pojawił się w Polsce, obejrzał przedstawienie i zagłosował – mówi Katarzyna Kobylarczyk.
Niezależnie od tych opinii nazwisko młodej reżyserki stało się rozpoznawalne w całym kraju. Jeszcze przed obroną dyplomu reżyserskiego musiała przygotować kolejną sztukę. Wybrała szekspirowską "Miarkę za miarkę", a pomagał jej Tadeusz Kantor, który w ówczesnym partyjnym środowisku artystycznym nie cieszył się uznaniem. Jego twórczość postrzegano jako zbyt daleką od oczekiwanego realizmu socjalistycznego. Ta artystyczna niezależność miała stać się jednym z wyróżników jej późniejszej pracy w Nowej Hucie.
Teatr budowany w błocie i chłodzie
Kiedy Skuszanka przyjechała do Nowej Huty Teatr Ludowy nie był jeszcze gotowy. Jego budowę rozpoczęto rok wcześniej, a pierwsza premiera odbyła się 3 grudnia 1955 roku. Projekt architektoniczny przygotowali Janusz i Marta Ingardenowie oraz Jan Dąbrowski. Według wspomnień Skuszanka miała wpływ na modyfikację projektu. Zależało jej przede wszystkim na jak największej scenie i dużej widowni, nawet kosztem zaplecza technicznego.
Początkowo planowano 422 miejsca, jednak problemy z akustyką sprawiły, że ostatecznie widownia liczyła 399 miejsc. W rezultacie nie udało się osiągnąć zakładanej liczby ponad 400 miejsc.
Warto wspomnieć, że Teatr Ludowy to była scena kameralna, ponieważ w planach docelowy teatr miał powstać przy Placu Centralnym. Dlatego magazynów na dekoracje nie zakładano w projekcie architektonicznym Teatru Ludowego – mówi Monika Kozioł.
Przestrzeń podporządkowano ambicjom artystycznym, ale warunki pracy były trudne. We wspomnieniach aktorów pojawiają się informacje o temperaturze, która podczas prób często nie przekraczała siedmiu stopni oraz o przeciekającym dachu. Zdarzało się, że aktorzy ćwiczyli pod parasolami. Jesienią i zimą do teatru docierali przez błoto, latem zaś przedzierali się ścieżką pośród rosnącego jeszcze zboża. Wśród aktorów związanych z tym okresem byli m.in. Franciszek Pieczka i Witold Pyrkosz.
Sama nazwa niekoniecznie odpowiadała Skuszance. Określenie "ludowy" kojarzyło jej się z folklorem, infantylizowaniem sztuki i przekonaniem, że robotniczej publiczności należy proponować repertuar mniej wymagający. Mimo sporów Teatr Ludowy budował opinię jednej z najbardziej ambitnych scen w Polsce. Przyciągał również uznanych aktorów. Jednym z przykładów jest historia Anny Lutosławskiej, która przyjechała do Nowej Huty tramwajem z Krakowa i obejrzała przedstawienie.
Po spektaklu Skuszanka podeszła do niej i zapytała, czy podoba jej się teatr. A ona stwierdziła, że tak. Lutosławska zrozumiała, że reżyserka proponuje jej współpracę. Przyjęcie tej propozycji oznaczałoby dla niej naukę teatru na nowo – mówi Katarzyna Kobylarczyk.