Jak często obwiniamy naszych rodziców o problemy, które spotykają nas w dorosłym życiu? Jakie schematy zachowań powielamy i jakie odziedziczone traumy nosimy w sobie? Co składa się na nasze dzisiejsze "ja"? Kim tak naprawdę są nasi rodzice i dlaczego tak trudno nam się z nimi dogadać? Psycholożka i socjolożka Urszula Struzikowska-Marynicz, autorka książki "Wszystkiemu są winni twoi starzy. Jak zacząć żyć po swojemu", nie boi się stawiać kontrowersyjnych tez, ale też nie karmi uproszczeniami. W swojej publikacji i rozmowach proponuje zdroworozsądkowe podejście do odpowiedzialności za siebie, zachęcając do zrozumienia, a nie do obwiniania. Więcej opowiedziała w rozmowie z Sylwią Paszkowską.
Kultura obwiniania i toksyczność
W naszym społeczeństwie pojawiła się niepokojąca tendencja – zrzucanie winy za dorosłe trudności i kryzysy na rodziców. Określa się to jako kulturę blamingu, czyli nawyku szukania winnych poza sobą, co pozbawia nas poczucia sprawczości. Pojęcie "toksyczności" zostało wyświechtane – dziś wszystko może być toksyczne: rodzic, partner, szef, kolega. Łatwiej powiedzieć: "to świat mnie zatruwa", niż spojrzeć w lustro i zapytać: "co mogę zrobić ze sobą?".
Żyjemy w kulturze obwiniania. Pozbawiamy się poczucia własnej sprawczości, że mogę sama odpowiadać za swoje życie. Jeśli coś mi się nie spodoba w partnerze, szefie, byle nie we mnie samej, to wszystko jest toksyczne i mnie zatruwa – mówi Urszula Struzikowska-Marynicz.
Zamiast próbować zmieniać innych, należy skupić się na budowaniu odporności psychicznej. Uodpornienie się na tzw. toksyny relacyjne nie oznacza ignorowania krzywdy, chodzi o urealnienie oczekiwań i przyjęcie odpowiedzialności za własne życie, zwłaszcza gdy już jesteśmy dorośli.
Termin "zdrowe dzieciństwo" może być mylący, to pojęcie oceniające, wpisujące się w konstrukty językowe, które często bardziej zaciemniają, niż wyjaśniają rzeczywistość. Nie chodzi o perfekcję, ale o autentyczność i spontaniczność.
Dobre dzieciństwo to takie, w którym dziecko ma prawo być sobą – ze swoimi cieniami i blaskami. To nie jest projekt do zrealizowania, lecz przestrzeń, w której dziecko może wzrastać jako niezależna jednostka, a nie ulepszona wersja swojego rodzica.
Rodzice bardzo często, świadomie lub nie, traktują dzieci jak projekcję własnych niespełnionych ambicji. - Tymczasem nie trzeba być idealnym rodzicem. Wystarczy być wystarczająco dobrym – obecnym, autentycznym, gotowym do uczenia się – dodaje Urszula Struzikowska-Marynicz.
Relacje kształtują sposób, w jaki postrzegamy siebie i świat. To nie oznacza, że rodzic, który zranił, nie kochał. Miłość jest uniwersalną potrzebą, ale bywa wyrażana na różne sposoby – czasem nieudolne, czasem nieświadomie raniąc.
(cała rozmowa do posłuchania)
Posłuchaj wypowiedzi
Język jako lustro rzeczywistości
Nasze myślenie bywa uproszczone – stosujemy etykiety, generalizacje, czarno-białe myślenie. To naturalne – mózg działa ekonomicznie, ale prowadzi to do zniekształceń: np. podziału na dobrych i złych rodziców, toksycznych i niewinnych dorosłych dzieci. A przecież rzeczywistość jest bardziej złożona. - Dziecko, które jest źle traktowane, nie przestaje kochać swoich rodziców, przestaje kochać siebie.
Dziecko, którego granice są systematycznie przekraczane, traci kontakt z własnym "ja". Uczy się, że jest niewidzialne, że nie zasługuje na uwagę i miłość. Nie dlatego, że tak jest tylko dlatego, że tak zostało potraktowane. Dziecko, które słyszy "jesteś beznadziejny", nie wie, że to słowo nie definiuje jego tożsamości. Ono nie zna jeszcze dystansu między opinią a faktem.
W momencie, kiedy granice są łamane, przekraczane różnego rodzaju formami krzywdzenia emocjonalnego czy fizycznego, to dziecko uczy się, że nie jest widoczne, nie jest ważne, jest nikim. W takiej sytuacji dziecko nie rezygnuje ze swojego rodzica, tylko z siebie. Jako dzieci przeglądamy się w oczach rodziców. Jeżeli te oczy patrzą na nas z miłością, to możemy się spodziewać, że świat też nas tak potraktuje. Miłość jest przede wszystkim naturalną energią potrzebą naszego życia. Jest jednym z jego sensów.
Wielką sztuką jest wychowywać dziecko tak, by nie ranić jego godności. Uczyć, nie gasząc. Wskazywać kierunki, ale nie formować człowieka na własne podobieństwo.
Rodzicielska mądrość polega na tym, by widzieć dziecko jako niezależną osobę, z własnymi potrzebami, aspiracjami i wrażliwością. Rolą rodzica jest towarzyszyć – nie kontrolować.