W Nowej Hucie na terenie Oddziału Zewnętrznego Aresztu Śledczego w Krakowie rozkwita nie tylko zielenina, ale i nadzieja. Nadzieja na zmianę, powrót do społeczeństwa, odzyskanie poczucia sprawczości. Wszystko to dzięki wyjątkowej współpracy pomiędzy Zarządem Zieleni Miejskiej a jednostką penitencjarną. Inicjatywa, która zaczęła się od pakowania nasionek, przerodziła się w projekt z prawdziwą mocą resocjalizacyjną. Gośćmi Sylwii Paszkowskiej byli ppor. Patrycja Kołodziej-Glanas, wychowawczyni działu penitencjarnego z Aresztu Śledczego w Krakowie oraz Maciej Warcholak z Zarządu Zieleni Miejskiej w Krakowie.
Warzywa, które smakują wolnością
W 2023 roku potrzebowaliśmy pomocy przy akcji "Dopraw Miasto Zielenią". Trzeba było precyzyjnie zapakować 10 tysięcy torebek z nasionami. Osadzeni zrobili to błyskawicznie i z ogromną dokładnością. Postanowiliśmy się odwdzięczyć i zaproponowaliśmy warsztaty pszczelarskie i ogrodnicze – mówi Maciej Warcholak.
Wspólna praca przy uprawach dała początek ogrodowi, który dziś jest nie tylko miejscem pracy, ale i terapii. Pomysł wyszedł od samych kobiet.
To osadzone zapytały mnie, czy mogłyby stworzyć ogród. Mówiły wprost, że tęsknią za truskawkami, warzywami, czymś świeżym i naturalnym. Rzeczy, które dla nas są codziennością, dla nich są luksusem. Zaczęłyśmy więc od grządek z truskawkami i pomidorami – mówi ppor. Patrycja Kołodziej-Glanas.
Pierwszy ogródek był skromny: 3 metry szerokości i 1 metr głębokości. Szybko jednak rozrósł się niemal pięciokrotnie. A wraz z nim – zaangażowanie osadzonych i skala projektu.
Ograniczony dostęp do materiałów dla osadzonych nie jest problemem, tylko impulsem do kreatywności. Setki sadzonek, ale brak doniczek i ziemi. Osadzone wykorzystywały kubeczki po jogurtach, a jako podłoże podpaski higieniczne. Był to szok, ale też dowód na to, że panie zaczęły kombinować i improwizować.
Takie historie pokazują, że ogrodnictwo nie tylko uczy cierpliwości, odpowiedzialności, ale też budzi w ludziach poczucie sprawczości.
To było piękne. Sama uczę się razem z osadzonymi. Niektóre mają ogromne doświadczenie, inne uczą się wszystkiego od zera. Wszyscy się rozwijamy. Nawet nasze "marcowe pomidory", które zmarzły, odbiły dzięki pracy jednej z pań – technika rolnictwa. Stworzyła mini szklarnię z folii i ziemi. Pomidory przeżyły – mówi ppor. Patrycja Kołodziej-Glanas.
(cała rozmowa do posłuchania)
Posłuchaj wypowiedzi
Ogród nadziei. Zielone światło dla zmiany
W ogrodzie rosną nie tylko truskawki i pomidory. Pojawiły się też ziemniaki. Z nich osadzone usmażyły frytki – dla wielu pierwszy taki smak od lat.
Widok kobiet, które jedzą frytki prosto z patelni, był dla mnie jednym z najbardziej wzruszających momentów. Nie mają dostępu do takich rzeczy. A przecież to tylko ziemniaki. Aż ziemniaki – mówi ppor. Patrycja Kołodziej-Glanas.
Wszystko w ogrodzie powstaje bez użycia chemii – naturalnie i ekologicznie. Kiedy przyszła zaraza na pomidory, zamiast środków chemicznych poszły w ruch domowe metody: drożdże, soda, cukier.
Efekty są nie tylko kulinarne. Dla wielu osadzonych projekt stał się realną szansą na zawodową zmianę. Wiele kobiet ukończyło kurs zawodowego ogrodnika. Mają umiejętności i odpowiednie zaświadczenia. Dzięki nowym uprawnieniom mogą próbować swoich sił w miejskich ogrodach, szkółkach, firmach ogrodniczych. To konkretna droga ku reintegracji.
Zarząd Zieleni Miejskiej widzi w tej współpracy coś więcej niż tylko działania edukacyjne.
To nie jest projekt z litości. To rzetelna, merytoryczna współpraca. Osadzeni są dla nas realnym wsparciem przy miejskich wydarzeniach, pomagają fizycznie, artystycznie, organizacyjnie. Mamy z tego korzyść, ale najważniejsze – oni mają z tego korzyść jeszcze większą – mówi Maciej Warcholak.
Dziś ogrody funkcjonują już zarówno w pawilonach kobiecych, jak i męskich. A każda sadzonka, każde nowe grządki to coś więcej niż rośliny. To początek nowej drogi. Z jogurtowego kubeczka – wprost do wolności.