Wtorek, 27 paź 11 °C Jakość powietrza: Dostateczna Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

"Fortuna albo szczęście". Niesamowite odkrycie XVI-wiecznej książki do gry we wróżby

Prof. Justyna Kiliańczyk-Zięba, literaturoznawczyni z Uniwersytetu Jagiellońskiego, odnalazła jedyny znany na świecie szesnastowieczny egzemplarz dawnej polskiej książki do gry we wróżby pt. „Fortuna albo szczęście” , która niegdyś bawiła zarówno króla Zygmunta Starego, jak i zwykłych mieszkańców Rzeczypospolitej. Odkrycie ujawniło niezwykłą historię druku oraz kulturowego znaczenia. Więcej w rozmowie z Anną Piekarczyk opowiedziała prof. Justyna Kiliańczyk-Zięba.

"Fortuna albo szczęście". Niesamowite odkrycie XVI-wiecznej książki do gry we wróżby
Fot. Emilia Wietecha

Odkryć to, co zaginęło

Wszystko zaczęło się od inwentarza Macieja Przywilskiego, krakowskiego introligatora, który zmarł w 1587 roku. Gdy spisano jego majątek, okazało się, że nie tylko oprawiał książki, lecz także nimi handlował. Wśród pozycji znalazły się tytuły dziś praktycznie nieznane.

To była długa droga. Na "Fortunę" natknęłam się dzięki inwentarzowi introligatora krakowskiego. Handlował on książkami i ponieważ był to drobny handel, więc rozprowadzał głównie książki po polsku przeznaczone dla szerokiej publiczności – drobne druki, druki rozrywkowe, modlitewniki – mówi prof. Justyna Kiliańczyk-Zięba.

Jedną z nich byłą "Fortuna albo szczęście", obszerna publikacja w formacie folio, przeznaczona, jak się później okazało, do zabawy we wróżby. Nie istniał jednak żaden znany egzemplarz z XVI wieku. Najstarszym śladem był zdekompletowany, mocno zniszczony siedemnastowieczny przedruk przechowywany w Bibliotece Narodowej.

(cała rozmowa do posłuchania)

Posłuchaj wypowiedzi

Kolejny krok zaprowadził aż do biblioteki na Strahovie w Pradze. Tam znajdował się kompletny egzemplarz "Fortuny" z 1665 roku – pięknie ilustrowany, bogaty w drzeworyty, który potwierdzał istnienie wcześniejszej wersji. To odkrycie pokazało, że szesnastowieczna edycja musiała istnieć. Drzeworyty użyte w wydaniu z 1665 roku nosiły ślady wieloletniego zużycia, znak, że zostały wykonane znacznie wcześniej.

Pewnego dnia kolega z Czech napisał, że natrafił na wzmiankę o "polskiej książce pod tytułem Fortuna, oprawionej w cienki pergamin", zinwentaryzowanej już w 1650 roku w Bawarskiej Bibliotece Państwowej. Po sprawdzeniu katalogu było pewne, że Monachium posiada egzemplarz datowany na 1532 rok. Po kontakcie z biblioteką potwierdzono, że to rzeczywiście szesnastowieczna "Fortuna", choć datowanie na 1532 rok było błędne. Badaczka ustaliła, że książkę wydrukowano po 1566 roku w Krakowie, w drukarni Łazarza Andrysowica przy ulicy Gołębiej, na parcele o dzisiejszym numerze 20.

Jest to niezwykłe, dlatego że jest to książka, o której wiemy, że jakiś egzemplarz tej pierwszej edycji miał w ręku król Zygmunt I Stary.

Jak wygląda "Fortuna"?

Początkowo fizyczny dostęp do książki nie był łatwy, bo tego rodzaju zbiory są ściśle chronione.

Nie chciano mi tego pokazać, ale ostatecznie się udało. A tego samego dnia miałam samolot i potrzebowałam zobaczyć tę książkę jak najszybciej. Jest to bardzo ważne dla badacza, ponieważ żadna cyfrowa kopia nie zastąpi kontaktu z prawdziwym zabytkiem.

Trzymając "Fortunę albo szczęście" w dłoniach można przyjrzeć się pergaminowej oprawie, zabrudzeniom na grzbiecie, śladom dłoni na marginesach, czyli tak naprawdę materialnych znakach obecności ludzi sprzed 500 lat. Książka została wydana w formacie zbliżonym do dzisiejszego A4. Co czyni ją wyjątkową? Przede wszystkim duży format i czcionka, dzięki którym czytanie staje się ułatwione, drzeworyty, faktura i język staropolski.

Ile kosztowała rozrywka w XVI wieku?

Książka była popularna, ale niestety nie była tania. Największy koszt stanowił papier, bo około połowy ceny. Pierwsze nakłady były droższe, a dopiero kolejne taniały. Była więc rozrywką dla mieszczan, rzemieślników, drobnej szlachty – ludzi, których było stać na luksus kupienia księgi, choć niekoniecznie umieli czytać.

Fot. Emilia Wietecha

Najpopularniejsze

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Prezydent Gibała zwolnił dyrektora ZIS. W tle ponad 300 tys. zł dla firmy PR

    Ola Sobczak

  • Z Żabna do Krakowa w godzinę? Samorządowcy zdradzają plany dla „Szczucinki"

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

Najnowsze

  • Groźny wypadek na rynku w Nowym Sączu. BMW wjechało na chodnik i potrąciło pieszego

  • Olkuska bomba ekologiczna do likwidacji. Jest chętny na wywóz 800 ton odpadów

  • Pijany kierowca uciekał przed policją w Krakowie. Miał ponad 2 promile i był poszukiwany

  • Kiedy poznamy skalę nadużyć w polskim Kościele? Przewodniczący komisji podał termin końcowego raportu

  • Polskie seriale, które dobrze się zestarzały. Te tytuły musi znać każdy

  • Spacer z psem w jesienny wieczór: smycz, odblaski i suche łapy po deszczu