Ponad 97,5 tys. osób objętych zgłoszeniami zwolnień grupowych robi wrażenie, ale – jak podkreśla prof. Łukasz Mamica z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie – bez analizy struktury danych łatwo o fałszywy obraz sytuacji. W Radiu Kraków tłumaczy, dlaczego „sytuacja jest całkiem stabilna i dobra”.
Dlaczego warto posłuchać tej rozmowy?
-
Wyjaśnia, skąd biorą się wysokie statystyki zwolnień grupowych i dlaczego nie muszą oznaczać załamania rynku pracy.
-
Pokazuje, jak globalna konkurencja (m.in. z Chin) uderza w europejskie firmy i co to znaczy dla zatrudnienia.
-
Uspokaja w sprawie Krakowa i centrów usług wspólnych – mimo zmian w firmach, rynek nadal wchłania pracowników.
-
Daje praktyczny wniosek dla pracowników: kluczowe staje się podnoszenie kwalifikacji, bo proste stanowiska są najbardziej zagrożone.
Posłuchaj rozmowy
Zwolnienia grupowe w 2025 roku: dane wymagają kontekstu
Liczba zgłoszonych zwolnień grupowych w 2025 roku – ponad 97,5 tys. osób – może brzmieć alarmująco, zwłaszcza że to najgorszy wynik od czasu globalnego kryzysu w 2008 roku. Kluczowe jest jednak to, że niemal połowa tej liczby dotyczy Poczty Polskiej, co mocno wpływa na odbiór całej statystyki. Bez rozbicia danych na źródła i branże łatwo o wrażenie, że rynek pracy w Polsce gwałtownie się pogarsza, choć obraz jest znacznie bardziej złożony.
W pozostałej części gospodarki zwolnienia rozkładają się na różne sektory, które w różnym stopniu odczuwają presję kosztów i zmian w otoczeniu gospodarczym. Wśród czynników, które mogą zwiększać ryzyko redukcji etatów, są m.in. rosnące koszty pracy – zwłaszcza na stanowiskach o najniższych wymaganiach kwalifikacyjnych – oraz przyspieszająca automatyzacja.
Europa pod presją, a firmy szukają oszczędności i wydajności
Zwolnienia w dużych międzynarodowych firmach mają też źródła poza Polską. Słabsza koniunktura w zachodniej Europie szczególnie mocno odbija się na sektorze motoryzacyjnym, a europejskie przedsiębiorstwa muszą coraz intensywniej konkurować z producentami z Chin. To rywalizacja cenowa, którą trudno wygrać w warunkach wyższych kosztów energii i innych obciążeń po europejskiej stronie.
W takich realiach firmy koncentrują się na zwiększaniu wydajności i ograniczaniu kosztów, co często oznacza zmiany w zatrudnieniu. Jednocześnie automatyzacja i sztuczna inteligencja sprawiają, że najbardziej narażone są zadania proste, powtarzalne, łatwe do zastąpienia algorytmami.
Kraków to nie Łódź ani Detroit. Zwolnienia? Tak, ale bez katastrofy
Kraków: mniej prostych etatów, więcej pracy dla specjalistów
Dla Krakowa ważnym punktem odniesienia pozostają centra usług wspólnych i sektor globalnych usług biznesowych. Choć w części firm dochodzi do zwolnień, rynek nie tyle się kurczy, co zmienia strukturę: proste role są ograniczane lub przenoszone do tańszych lokalizacji, a w Krakowie rośnie zapotrzebowanie na pracowników o wyższych kompetencjach.
To przesunięcie ma znaczenie, bo oznacza stabilniejsze i lepiej opłacane miejsca pracy, mniej podatne na relokację. W efekcie, mimo pojedynczych redukcji, w wielu firmach wciąż trwa rekrutacja – tylko na inne stanowiska niż wcześniej.
W Krakowie powstają te miejsca pracy, które wymagają wyższych kwalifikacji.
– mówi prof. Łukasz Mamica
Niskie bezrobocie i realne szanse na zmianę pracy
Na tle Unii Europejskiej Polska utrzymuje bardzo dobrą pozycję pod względem bezrobocia, a Kraków znajduje się w wyjątkowo korzystnej sytuacji. Stopa bezrobocia na poziomie około 2,5 proc. oznacza, że nawet jeśli ktoś traci pracę, wciąż ma relatywnie duże możliwości znalezienia nowego zatrudnienia. Różnice w regionie są jednak duże – w części powiatów sytuacja jest znacznie trudniejsza niż w stolicy Małopolski.
W tym kontekście warto też pamiętać, że część zmian w statystykach bezrobocia wynika ze sposobu liczenia i zmian przepisów dotyczących rejestracji w urzędach pracy. Dlatego same wskaźniki nie zawsze oznaczają gwałtowną zmianę sytuacji gospodarczej.
Nawet jeżeli ta utrata pracy następuje, to możliwości znalezienia pracy przy tak niskim poziomie bezrobocia są wciąż duże.”
– podkreśla Mamica.