Polska gospodarka wchodzi w okres głębokich zmian demograficznych. W ciągu najbliższych pięciu lat, tylko z powodu niekorzystnej struktury ludności, tempo wzrostu PKB może obniżyć się o około 0,6 punktu procentowego. Ubywa osób w wieku produkcyjnym, rośnie liczba seniorów, a rynek pracy coraz wyraźniej odczuwa niedobór kadr. Czy czeka nas gospodarcze spowolnienie, czy raczej wymuszona modernizacja? O konsekwencjach dla konsumpcji, inwestycji, systemu emerytalnego i rozwoju regionów w Radiu Kraków mówił prof. Bartłomiej Biga z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.
Z tej rozmowy dowiesz się:
-
dlaczego starzenie się społeczeństwa może obniżyć tempo wzrostu PKB,
-
które branże zyskają, a które mogą stracić na zmianach demograficznych,
-
czy automatyzacja to konieczność, czy szansa rozwojowa,
-
jak długo wytrzyma system emerytalny i czy grozi mu załamanie,
-
czy migracja rzeczywiście ratuje polski rynek pracy,
-
dlaczego kluczowym problemem nie jest sama liczba ludności, lecz jej rozmieszczenie.
Posłuchaj całej rozmowy
Od lat jednym z najważniejszych filarów polskiej gospodarki jest konsumpcja. Jak wraz ze zmianami demograficznymi zmienia się model konsumpcji i jaki to może mieć wpływ na gospodarkę?
Zmiany są już wyraźne. Widzimy coraz szybszy wzrost usług opiekuńczych i medycznych. To sektory, które będą się rozwijać, bo społeczeństwo się starzeje. Z drugiej strony duże wyzwania stoją przed branżą dziecięcą. Rodzice wydają na jedno dziecko więcej niż kiedyś, ale dzieci rodzi się coraz mniej. Na razie wyższe wydatki częściowo kompensują spadek liczby najmłodszych. Jeśli jednak te trendy się utrzymają, konsumpcja będzie przesuwać się z rynku dziecięcego w stronę usług i produktów dla seniorów.
Demografia bez złudzeń. Dlaczego młodzi nie chcą mieć dzieci?
Najwięcej wydajemy dziś na zbrojenia, ochronę zdrowia i programy socjalne. Co w tym kontekście zmieni starzejące się społeczeństwo?
Starzenie się społeczeństwa to ogromne wyzwanie dla ochrony zdrowia. Już teraz system jest przeciążony. Jeśli nie zwiększymy liczby lekarzy i personelu medycznego, napięcia będą rosły. Nie traktowałbym jednak sytuacji jako „demograficznego tsunami”. To proces rozłożony na dekady, przewidywalny. Mamy czas na dostosowanie, choć część tego czasu już straciliśmy.
Drugim filarem gospodarki są inwestycje. Jaki wpływ na nie będzie mieć demografia?
Może mieć pozytywny. Historia pokazuje, że niedobór siły roboczej często wymuszał innowacje. Jeśli przedsiębiorcy nie mogą znaleźć pracowników, muszą inwestować w automatyzację i nowe technologie. To może być impuls rozwojowy. Firmy już widzą, że trudno o odpowiednio wykwalifikowane kadry, więc naturalnym kierunkiem staje się robotyzacja i usprawnianie procesów.
Czy na rynku pracy są jeszcze rezerwy?
Poziom aktywności zawodowej w Polsce jest wysoki. Oczywiście są grupy, w których można go zwiększyć, na przykład wśród kobiet, ale trzeba pamiętać, że wiele z nich wykonuje nieodpłatną pracę opiekuńczą, niewidoczną w statystykach. Podniesienie wieku emerytalnego byłoby ekonomicznie uzasadnione, ale politycznie bardzo trudne. W praktyce większe znaczenie mają zachęty do dłuższej aktywności zawodowej i elastyczne formy zatrudnienia.
Jakie formy zatrudnienia mogą zachęcić seniorów do pozostania na rynku pracy?
Przede wszystkim elastyczne godziny i mniejszy wymiar pracy. Osoby po sześćdziesiątce często chcą pracować, ale nie w pełnym wymiarze. System podatkowy i składkowy już daje pewne zachęty. Pracodawcy będą musieli się dostosować, bo to może być jedna z nielicznych dostępnych grup pracowników.
A osoby poniżej 25. roku życia?
Zwolnienie z podatku dochodowego sprawia, że zatrudnienie młodych jest atrakcyjne. Wielu studentów pracuje. To z jednej strony naturalne, z drugiej wyzwanie dla jakości kształcenia. Łączenie intensywnej pracy ze studiami nie zawsze odbywa się bez kosztów dla zdobywanych kompetencji.
Co z migracją? Czy to realne źródło uzupełniania braków kadrowych?
Polska może się skurczyć do 11 milionów. „To nie migracja uratuje demografię”
Mamy bardzo dobre doświadczenia z migracją z Ukrainy. Pracownicy z tego kraju już dwukrotnie pomogli polskiemu rynkowi pracy. Ich aktywność zawodowa jest wysoka na tle Europy. Trzeba jednak pamiętać, że migracja nie jest niewyczerpanym rozwiązaniem. Nie da się w nieskończoność uzupełniać braków kadrowych bez ryzyk i napięć społecznych.
Czy system emerytalny wytrzyma?
Wytrzyma tak długo, jak długo będzie wola polityczna, by go utrzymać. Nie grozi nam jego zawalenie, ale będzie coraz bardziej kosztowny i wymagał dopłat z budżetu. Jeśli gospodarka będzie się rozwijać, możliwe będzie finansowanie rosnącej liczby emerytów, choć kosztem innych wydatków.
Skutki demografii nie rozkładają się równomiernie. Kraków rośnie, ale mniejsze miasta się wyludniają. Jakie to rodzi konsekwencje?
Kluczowy problem to nie tylko liczba ludności, ale jej rozmieszczenie. Wyludniająca się prowincja traci potencjał rozwojowy, a metropolie zmagają się z nadmierną presją – choćby na rynku mieszkaniowym. Nierówny rozkład ludności szkodzi obu stronom. Dlatego potrzebna jest mądra polityka rozwoju regionalnego.
Na czym powinna polegać adaptacja do zmian demograficznych?
Po pierwsze, trzeba stworzyć warunki, by życie poza największymi miastami było wygodne i ekonomicznie uzasadnione. To oznacza inwestycje w transport, infrastrukturę i odpowiednie rozwiązania podatkowe. Po drugie, gospodarka musi się transformować – więcej automatyzacji, przesunięcie zatrudnienia z produkcji do usług, zwłaszcza tych skierowanych do osób starszych. To proces rozłożony na dekady, ale decyzje trzeba podejmować już teraz.
Wyspy dzietności na mapie Małopolski. Gdzie rodzi się najwięcej dzieci?
Gościem Radia Kraków był prof. Bartłomiej Biga z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.