Wtorek, 27 paź 11 °C Jakość powietrza: Dostateczna Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

"Przebaczamy i prosimy o przebaczenie". Czy dziś mamy odwagę, żeby raz jeszcze napisać te słowa?

W roku 1965 „logika historii” wskazywała, że pojednanie powinni rozpocząć Niemcy — a jednak to Polacy zrobili pierwszy krok, tak powstał list biskupów polskich do niemieckich. Prof. Joanna Lubecka przekonuje, że w dialogu najważniejsze nie jest to, kto wyciągnie rękę, ale czy ktoś odważy się zrobić to pierwszy, wbrew kalkulacjom, schematom i oczekiwaniom. To lekcja aktualna także dla relacji polsko-ukraińskich. "Relacje polsko-niemieckie były dużo trudniejsze. Z Ukrainą mamy mniejsze spory" - mówiła na antenie Radia Kraków prof. Lubecka.

"Przebaczamy i prosimy o przebaczenie". Czy dziś mamy odwagę, żeby raz jeszcze napisać te słowa?
Zdjęcie ilustracyjne/ Fot. Pexels.
  • Brakuje dziś elit zdolnych do odważnych, symbolicznych gestów, takich jak te, które budowały pojednanie polsko-niemieckie po 1965 roku.

  • Relacje społeczne i lokalne między Polską i Niemcami nadal są żywe, nawet jeśli politycznie te stosunki się ochłodziły.

  • List biskupów mógłby być inspiracją w relacjach polsko-ukraińskich, bo spory są dziś mniejsze niż te między Polską a Niemcami pół wieku temu.

  • Warunkiem pojednania jest wola polityczna i odwaga jednostek lub grup, które podejmą dialog, nawet jeśli Kościoły mają dziś mniejszy autorytet niż kiedyś.

  • Nie jest istotne, która strona wykona pierwszy gest — historia pokazuje, że czasem najbardziej przełomowe akty przychodzą z niespodziewanej strony.

Posłuchaj rozmowy Patryka Kubiaka z prof. Joanną Lubecką.

Symboliczny ciężar listu z 1965 roku a dzisiejszy brak elit

Profesor Lubecka podkreśla, że 60. rocznica listu biskupów polskich i niemieckich ujawnia bolesny kontrast między tamtym aktem odwagi a współczesnym brakiem politycznego przywództwa. Jej zdaniem dziś brakuje elit, które potrafiłyby myśleć w długiej perspektywie, tak jak Tadeusz Mazowiecki czy Helmuth Kohl — osoby, które rozumiały wagę gestów pojednania i umiały nadać im rangę historyczną. Na poziomie symbolicznym widać więc wyraźnie, że dzisiejsza polityka nie dorasta do ambicji tamtego czasu.

Wydaje mi się, że brakuje dzisiaj elit, które w ’89, ’90 roku tworzyły pojednanie polsko-niemieckie. (…) Dziś stosunki między Polską a Niemcami są, jakie są. One nie są dobre

- mówi prof. Lubecka.

Choć na poziomie państwowym dialog wyraźnie słabnie, profesor zwraca uwagę, że relacje społeczne i lokalne — szczególnie w regionach przygranicznych — wciąż trwają i rozwijają się. Uniwersytety, stowarzyszenia i mieszkańcy pogranicza od dekad wykonują konsekwentną, spokojną pracę na rzecz budowania zaufania. To właśnie tam — jej zdaniem — najlepiej widać długofalową skuteczność listu biskupów:

Niemcy: sąsiad nie taki zły, jak go malują

Joanna Lubecka

Czy list biskupów może być inspiracją w relacjach z Ukrainą?

W odniesieniu do relacji polsko-ukraińskich Lubecka zauważa, że spory polsko-niemieckie były w latach 60. i 70. dużo trudniejsze niż te, które dzielą dziś Polskę i Ukrainę. Granice nie są sporne, a konflikty dotyczą głównie pamięci historycznej. Z tego powodu, jak mówi, listu biskupów mógłby być inspiracją. Ale pod warunkiem, że znajdzie się odważna grupa liderów zdolnych do podjęcia ryzyka moralnego i politycznego.

Paradoksalnie można powiedzieć, że relacje polsko-niemieckie były dużo trudniejsze. Patrząc na zimno, z Ukrainą mamy dużo mniejsze spory

- mówi Joanna Lubecka.

Prof. Lubecka: Niemcy dopiero uczą się patrzeć na Polskę bez uprzedzeń

Jacek Bańka

Rozmówczyni podkreśla, że pojednanie nie wydarzy się „samo z siebie”. Potrzebna jest wola polityczna po obu stronach, ale także odwaga osób lub grup, które gotowe są rozpocząć dialog — nawet jeśli nie wiadomo, jak się on potoczy. Przypomina, że list z 1965 roku był w dużej mierze dziełem jednego człowieka: biskupa Bolesława Kominka. Dziś pytanie brzmi: czy Kościoły — osłabione i mniej autorytatywne — są w stanie pełnić podobną rolę?

To była inicjatywa jednego człowieka… To jest potęga wiary jednej osoby albo grupy ludzi. Ktoś musi to zacząć.

- dodaje gościni Radia Kraków.

Dyrektor Instytutu Ukraińskiego o trudnej historii: "Ukraińcy też chcieliby usłyszeć przeprosiny"

Rafał Nowak-Bończa

Kto powinien wyciągnąć rękę pierwszy? Historia uczy pokory

Czy pierwszy gest powinien należeć do Polski czy do Ukrainy? Profesor Lubecka odpowiada ostrożnie. Przypomina, że w 1965 roku „logika historii” wskazywałaby, że to Niemcy powinni prosić o przebaczenie jako pierwsi, a tymczasem zrobiła to strona polska. Dlatego jej zdaniem ważniejsze od kolejności jest po prostu rozpoczęcie procesu:

Gdyby nas przeniesiono do roku 1965 wszyscy powiedzieliby, że to Niemcy powinni wyciągnąć rękę. A stało się inaczej.

Nasi ukraińscy sąsiedzi, nasze nacjonalistyczne demony

Marta Szostkiewicz

Komentarze

Najpopularniejsze

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Prezydent Gibała zwolnił dyrektora ZIS w trybie natychmiastowym. W tle ponad 300 tys. zł dla firmy PR

    Ola Sobczak

  • Z Żabna do Krakowa w godzinę? Samorządowcy zdradzają plany dla „Szczucinki"

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

Najnowsze

  • Pijany kierowca uciekał przed policją w Krakowie. Miał ponad 2 promile i był poszukiwany

  • Kiedy poznamy skalę nadużyć w polskim Kościele? Przewodniczący komisji podał termin końcowego raportu

  • Polskie seriale, które dobrze się zestarzały. Te tytuły musi znać każdy

  • Spacer z psem w jesienny wieczór: smycz, odblaski i suche łapy po deszczu

  • Śmierć młodej kobiety podczas wichury w Zakopanem. Właściciel działki usłyszał zarzut

  • "Historia kina nigdy nie stoi w miejscu". 27. Festiwal Filmu Niemego