Wtorek, 27 paź 12 °C Jakość powietrza: Dostateczna Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

Pożar w Nowej Hucie wywołany przez dzieci. "To wybryk, a nie działanie z premedytacją"

„Dzieci w tym wieku nie przewidują konsekwencji swoich działań – kierują się emocjami, a nie rozumem” – mówi w rozmowie z Radiem Kraków prof. Marek Konopczyński. Ekspert tłumaczy, dlaczego dochodzi do takich zdarzeń jak pożar na obrzeżach Nowej Huty.

Pożar w Nowej Hucie wywołany przez dzieci. "To wybryk, a nie działanie z premedytacją"
Fot. pexels

Z tej rozmowy dowiesz się:

  • dlaczego dzieci nie przewidują konsekwencji swoich działań
  • gdzie przebiega granica między opieką a nadmierną kontrolą
  • jak działa proces socjalizacji dziecka
  • czy takie zdarzenia można przewidzieć i im zapobiec

Posłuchaj audycji

Pożar i pytania o odpowiedzialność

Dwie stodoły, maszyny rolnicze i ciągnik spłonęły w dużym pożarze na obrzeżach Nowej Huty. Straty oszacowano na blisko 200 tysięcy złotych. Na szczęście nikt nie ucierpiał. Szybko ustalono, że ogień podłożyli trzy- i dziewięciolatek. Sprawa trafi do sądu rodzinnego, a rodzice mogą zostać zobowiązani do pokrycia szkód. Policja apeluje o większą kontrolę nad dziećmi. Gdzie ta kontrola powinna się zaczynać?

Prof. Marek Konopczyński:
Z tą kontrolą jest bardzo różnie. Przede wszystkim trzeba pamiętać, że odpowiedzialność – taka mentalna, związana ze zdolnością rozumienia konsekwencji – pojawia się u dzieci mniej więcej między 10. a 13. rokiem życia. Młodsze dzieci nie rozumieją skutków swoich działań, kierują się głównie emocjami i nie działa u nich jeszcze w pełni wyobraźnia.

Dlatego nie można mówić o demoralizacji czy niedostosowaniu społecznym. To był dziecięcy wybryk, zdarzenie bez przewidywania konsekwencji. Można współczuć rodzicom, bo to oni poniosą skutki tego zdarzenia.

Trzeba też powiedzieć jasno: nie da się w pełni upilnować dziecka w tym wieku. Wszystko zależy od kontekstu – czy bawiło się blisko domu, czy gdzieś dalej. Jeżeli bardzo daleko, można mówić o niedostatecznej opiece. Natomiast generalnie przy tak małych dzieciach opieka powinna być stała.

Nie działa tu przekonanie, że „moje dziecko wie, że czegoś nie wolno”. W tym wieku emocje – chęć przeżycia przygody – dominują nad racjonalnym myśleniem. Dlatego nie nazwałbym tego winą dzieci. To raczej sytuacja, w której dorośli powinni zachować większą czujność.

Pożar w Nowej Hucie. Ogień podłożyli 9-latkowie, straty są ogromne

Radio Kraków

Czy wychowanie może zapobiec takim zdarzeniom?

W redakcji zastanawialiśmy się, czy wszystko zaczyna się od socjalizacji – uczenia zasad, choćby przy stole. Czy takie wychowanie zmniejsza ryzyko podobnych sytuacji?

Oczywiście socjalizacja jest bardzo ważna. Uczymy dzieci określonych zachowań, przygotowujemy je do funkcjonowania w społeczeństwie. Gdyby w ramach tego procesu pokazywać też konsekwencje niebezpiecznych działań – na przykład czym grozi zabawa ogniem – to byłby element edukacji.

Ale w praktyce rzadko wchodzimy w aż tak szczegółowe scenariusze. Nie znam rodziny, która omawiałaby z dziećmi konsekwencje podpalenia czegokolwiek. Dlatego w tym przypadku mówimy raczej o teorii niż o realnym wpływie wychowania.

Socjalizacja opiera się na trzech mechanizmach: naśladownictwie, identyfikacji i internalizacji. Dzieci obserwują dorosłych, utożsamiają się z nimi i przyswajają wartości. Ale to działa w codziennych sytuacjach – nie w tak ekstremalnych zdarzeniach.

To nie była agresja ani przemoc wynikająca z problemów wychowawczych. To był głupi wybryk, bez świadomości skutków. O takich sytuacjach po prostu z dziećmi nie rozmawiamy.

Czy da się przewidzieć takie zachowania?

Czy są jakieś sygnały ostrzegawcze? Czy można przewidzieć, że dziecko zrobi coś takiego?

W zasadzie nie. To są sytuacje nagłe, impulsywne. Dziecko widzi tylko fragment zdarzenia – na przykład zapaloną zapałkę – i reaguje emocjonalnie. Nie myśli o tym, że może spłonąć budynek.

Podobne przykłady znają lekarze – dzieci wkładają przedmioty do nosa czy ucha, wchodzą do głębokiej kałuży, nie przewidując konsekwencji. Tu mamy podobny mechanizm, choć skutki są znacznie poważniejsze.

Nie traktowałbym tego jako czynu kryminalnego w sensie intencji. To sprawa dla sądu rodzinnego, który zastosuje odpowiednie środki, ale nie ma podstaw, by zakładać, że dzieci działały z premedytacją.

Gdzie kończy się opieka, a zaczyna nadmierna kontrola?

Mówił pan o konieczności stałego nadzoru. Ale gdzie jest granica, by nie stać się nadmiernie kontrolującym, opresyjnym rodzicem?

To odwieczny dylemat pedagogiki – gdzie kończy się wolność dziecka, a zaczyna kontrola. Dom nie może być zakładem poprawczym. Małe dzieci – dwu-, trzy-, czterolatki – wymagają stałej opieki. Ale gdy dziecko idzie do szkoły, wydaje nam się, że potrafi już racjonalnie oceniać sytuację.

To jednak często złudzenie. A jednocześnie trudno oczekiwać, że rodzic przewidzi taką sytuację. Trójka dzieci idzie się bawić – nikt nie zakłada, że coś podpalą. Raczej martwimy się, żeby im nic się nie stało.

Dlatego trzeba znaleźć równowagę: ufać dziecku, ale jednocześnie zachować czujność.

Przestrzegałbym też przed surowym karaniem tych dzieci. Nie działały z premedytacją, nie rozumiały skutków. To był wygłup, który wymknął się spod kontroli. Na szczęście takie zdarzenia nie są częste, ale pokazują, jak ważna jest uważność dorosłych.

Pułapka rodzicielskiej nadopiekuńczości

Sylwia Paszkowska

Można powiedzieć, że same dzieci już poniosły pewną „karę” w postaci stresu i strachu?

Zdecydowanie tak. To bardzo traumatyczne doświadczenie. Dzieci staną jeszcze przed sądem rodzinnym, co również będzie dla nich silnym przeżyciem. Myślę, że to wydarzenie zostanie z nimi na długo i sprawi, że już nigdy nie podejdą lekkomyślnie do ognia.

Komentarze

Najpopularniejsze

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Z Żabna do Krakowa w godzinę? Samorządowcy zdradzają plany dla „Szczucinki"

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

  • Wichury nad Polską, alerty także w Małopolsce. W Tatrach możliwe zamiecie

    Radio Kraków

Najnowsze

  • Prezydent Gibała zwolnił dyrektora ZIS w trybie natychmiastowym. W tle ponad 300 tys. zł dla firmy PR

  • Hanna Bieluszko wraca na scenę mimo choroby. "Nie czuję się spełniona. Mam kilka marzeń"

  • Urząd czekał na konserwatora, konserwator na urząd. Remont Placu Drzewnego w Tarnowie w końcu się rozpocznie?

  • Zaduszki Organowe 2026. Muzyczny maraton w krakowskich świątyniach

  • Mieszkańcy chcą tego wjazdu, drogowcy go zamknęli. Ktoś wyłamał bariery

  • Nocne utrudnienia na obwodnicy Brzeska. Kierowcy jadący w stronę Krakowa pojadą objazdem