Wtorek, 27 paź 11 °C Jakość powietrza: Umiarkowana Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

Polacy źle oceniają lokalne władze, ale nie zawsze chcą zmiany. Politolog wyjaśnia dlaczego

Prawie połowa Polaków jest niezadowolona z rządzących samorządowców, ale wielu z nich nie chce ich odwołania, bo nie widzi lepszej alternatywy. Prof. Rafał Chwedoruk z Uniwersytetu Warszawskiego tłumaczy, że lokalne oceny coraz częściej nakładają się na ogólnopolskie podziały polityczne.

Polacy źle oceniają lokalne władze, ale nie zawsze chcą zmiany. Politolog wyjaśnia dlaczego
Fot. Paweł Topolski

Posłuchaj rozmowy

Prawie połowa Polaków nie jest zadowolona z rządzących samorządowców – wynika z sondażu IBRiS opublikowanego przez „Rzeczpospolitą”. Jednocześnie wielu niezadowolonych nie chce odwołania lokalnych władz, bo nie widzi lepszej alternatywy. Prof. Rafał Chwedoruk, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego, przekonuje, że ten wynik dobrze pokazuje napięcie między lokalnym niezadowoleniem a ogólnopolskimi podziałami politycznymi.

„Niewierzący praktykujący” w samorządzie?

Prof. Chwedoruk porównuje postawę części wyborców do znanego z dawnych badań zjawiska „niewierzących praktykujących”. W przypadku samorządu oznaczałoby to obywateli, którzy widzą dysfunkcje lokalnej władzy, ale nie chcą jej zmiany, bo alternatywa jest dla nich politycznie lub światopoglądowo nie do przyjęcia.

Ekspert zwraca uwagę, że w polskim myśleniu o samorządzie nakładają się na siebie dwa porządki. Z jednej strony samorząd bywa traktowany jako coś lokalnego, apolitycznego, a nawet przeciwstawionego państwu. Z drugiej – w praktyce także na poziomie gmin i miast obecne są ogólnokrajowe spory ideologiczne i partyjne.

W efekcie wyborca może być niezadowolony z tego, jak działa jego miasto, ale nadal nie chcieć zmiany władzy, jeśli miałaby ona oznaczać zwycięstwo obozu politycznego, którego nie akceptuje.

Lokalna władza jest bardziej polityczna, niż się wydaje

Prowadzący zwrócił uwagę, że rządzenie miastem to jednak inny rodzaj polityki niż praca w parlamencie. Prof. Chwedoruk zgodził się z tą różnicą, ale podkreślił, że prezydent dużego miasta jest politykiem „przez bardzo duże P”.

W jego ocenie prezydent miasta ma realną władzę: decyduje o stanowiskach, dużych pieniądzach i kierunkach polityki miejskiej. Poseł, nawet ważny, musi znacznie bardziej liczyć się z partią i jej hierarchią.

Dlatego także formalnie bezpartyjni prezydenci miast często działają jak liderzy lokalnych, nieformalnych partii politycznych. Mają własne zaplecze, sieci wpływu i lokalny elektorat.

Referendum 2.0 w Bochni? „Opozycja straciła cierpliwość”

Jacek Bańka

Miasta jako przestrzeń liberalnej hegemonii

Prof. Chwedoruk ocenia, że większość polskich dużych miast jest dziś reprezentacją orientacji liberalnej, czasem również lewicowej. Prawica, zwłaszcza Prawo i Sprawiedliwość, jest w nich obecna słabiej.

W tym kontekście mówi o miastach „Koalicji Obywatelskiej plus” i „Koalicji Obywatelskiej minus”. W tych pierwszych dominacja KO jest wyraźna, w drugich bywa chwilowo zakłócana przez lokalne układy, silnych liderów albo szczególne okoliczności.

Kraków – zdaniem politologa – przez lata był takim wyjątkiem. Prezydentura Jacka Majchrowskiego była możliwa m.in. dzięki umiejętnemu rozgrywaniu miejskiej wersji sporu między Platformą Obywatelską a PiS.

Referenda: szlachetna idea i ryzykowna procedura

Prof. Chwedoruk przyznaje, że w Polsce jest przestrzeń do kolejnych referendów odwoławczych, choć nie oznacza to automatycznie szerokiej fali zmian w dużych miastach. Przypomina przykład Łodzi, gdzie lokalni politycy lewicy doprowadzili kiedyś do odwołania prezydenta popieranego przez prawicę, a po tej zmianie miastem rządzi Koalicja Obywatelska przy wsparciu Lewicy.

Ekspert zaznacza jednak, że referenda są łatwiejsze w miastach średniej wielkości niż w największych ośrodkach. Samą ideę bieżącej weryfikacji władzy uznaje za szlachetną, ale polskie rozwiązania ocenia jako ryzykowne.

Jego zdaniem niskie wymogi dotyczące podpisów i frekwencji mogą prowadzić do sytuacji, w której stosunkowo niewielka, ale bardzo aktywna grupa wyborców doprowadza do referendum przeciwko włodarzowi, który dopiero objął urząd.

Kraków i Zabrze jako przykłady absurdu?

Prof. Chwedoruk wskazuje, że przykłady Zabrza i Krakowa pokazują słabość obecnych procedur. W obu przypadkach chodziło o osoby, które dopiero zaczęły pełnić swoje funkcje. Nie zdążyły jeszcze w pełni pokazać stylu rządzenia ani uwikłać się w poważne afery, a już mogły zostać poddane procedurze odwoławczej.

Referendum w Krakowie. Materska-Sosnowska: „Zastanówmy się, czy to jest dobry instrument demokracji lokalnej”

Patryk Kubiak

„Nie zdąży jeszcze na serio zacząć rządzić ani dobrze, ani źle” – mówił politolog, odnosząc się do sytuacji debiutujących włodarzy.

Jego zdaniem taka procedura bywa niesprawiedliwa, bo daje szczególne znaczenie aktywnym mniejszościom. Nie zawsze służy to dobrze demokracji lokalnej.

Aktywne mniejszości i grupy interesu

Prof. Chwedoruk porównuje problem referendów odwoławczych do dyskusji o budżetach partycypacyjnych. Sama idea jest dobra, ale w praktyce może być wykorzystywana przez grupy interesu, które są dobrze zorganizowane i mają bardzo konkretne, partykularne cele.

Podobnie może być z odwoływaniem prezydentów miast. Aktywna mniejszość potrafi skutecznie narzucić agendę, podczas gdy większość mieszkańców pozostaje bierna albo nie widzi atrakcyjnej alternatywy.

Ekspert zwraca uwagę, że w niektórych niemieckich landach podobne procedury są obwarowane znacznie wyższymi wymogami. W jego ocenie polski system daje zbyt łatwą możliwość uruchomienia mechanizmu odwoławczego.

Czy niezadowolenie zapowiada polityczną zmianę?

Sondaż pokazujący niezadowolenie z lokalnych władz nie musi oznaczać, że Polska stoi przed falą zmian samorządowych. Prof. Chwedoruk podkreśla, że chwilowe niezadowolenie z włodarza miasta niekoniecznie przekłada się na zmianę ogólnokrajowej układanki politycznej.

Może natomiast prowadzić do zmian wewnątrz jednego obozu: wymiany lidera, korekty strategii albo przesunięcia wpływów między partiami i lokalnymi środowiskami. Właśnie dlatego wynik takiego sondażu warto czytać nie jako prostą zapowiedź referendalnej rewolty, lecz jako sygnał ostrzegawczy dla lokalnych elit.

Najpopularniejsze

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Z Żabna do Krakowa w godzinę? Samorządowcy zdradzają plany dla „Szczucinki"

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

  • Wichury nad Polską, alerty także w Małopolsce. W Tatrach możliwe zamiecie

    Radio Kraków

Najnowsze

  • Prezydent Gibała zwolnił dyrektora ZIS w trybie natychmiastowym. W tle ponad 300 tys. zł dla firmy PR

  • Hanna Bieluszko wraca na scenę mimo choroby. "Nie czuję się spełniona. Mam kilka marzeń"

  • Urząd czekał na konserwatora, konserwator na urząd. Remont Placu Drzewnego w Tarnowie w końcu się rozpocznie?

  • Zaduszki Organowe 2026. Muzyczny maraton w krakowskich świątyniach

  • Mieszkańcy chcą tego wjazdu, drogowcy go zamknęli. Ktoś wyłamał bariery

  • Nocne utrudnienia na obwodnicy Brzeska. Kierowcy jadący w stronę Krakowa pojadą objazdem