Niska dzietność jest, paradoksalnie, skutkiem sukcesu cywilizacyjnego. Żyjemy dłużej, dzieci osiągają dorosłość, kobiety nie muszą już rodzić piątki dzieci, żeby zostawić po sobie dwójkę potomstwa. To zmienia wszystko. I o tym rozmawialiśmy z dr. hab. Andrzejem Galbarczykiem z Uniwersytetu Jagiellońskiego (Instytut Zdrowia Publicznego). W Temacie tygodnia w Radiu Kraków stawiamy pytania i szukamy odpowiedzi razem z naszymi gośćmi i ekspertami.
Najważniejsze tezy rozmowy:
-
Niska dzietność to nie tylko polski problem.
Spadek liczby urodzeń obejmuje niemal cały świat – od Europy, przez Amerykę Łacińską, po Chiny i Afrykę. Polska jest częścią globalnej zmiany, a nie odosobnionym przypadkiem. -
Nie ma jednej przyczyny ani jednego winnego.
Styl życia, urbanizacja, sytuacja mieszkaniowa, niepewność jutra – to wszystko ma znaczenie, ale nie wyjaśnia wszystkiego. Demografia nie poddaje się prostym receptom. -
Pieniądze nie rozwiążą problemu same.
Programy finansowe, jak 800+, nie odwracają trendu. Żadna pojedyncza polityka nie jest w stanie „nakazać” ludziom posiadania dzieci. -
Im większe miasto, tym mniej dzieci.
W Małopolsce widać wyraźnie: Kraków i Tarnów mają niską dzietność, wyżej plasują się powiaty podmiejskie i południowe. Urbanizacja zmienia decyzje rodzinne. -
Niska dzietność to także efekt rozwoju.
Dłuższe życie, spadek śmiertelności dzieci i kobiet, postęp medycyny – wszystko to sprawia, że nie trzeba już rodzić wielu dzieci, by część z nich dożyła dorosłości. To mechanizm znany jako przejście demograficzne.
Uszanować decyzję ludzi
Niska dzietność staje się rzeczywistością. Najpierw będziemy zamykali żłobki i przedszkola, potem szkoły i uniwersytety? Co jest tego główną przyczyną? Styl życia? Urbanizacja?
- Rozumiemy niektóre mechanizmy i przypisujemy im wpływ na demografię, ale nie ma niestety jednej przyczyny dlaczego jest tak, jak jest. Dlaczego tak mało dzieci się rodzi na świecie. To nie jest tylko problem Polski, to nie jest problem Europy. Na całym świecie obserwujemy ten trend.
Ilość żywych urodzeń na jedną kobietę wynosi 2,1. W Polsce – 1,44 (dane sprzed dwóch lat). Gorzej w Europie jest na Malcie - 1,06, w Hiszpanii - 1,12, w Litwie - 1,18 czy nawet we Włoszech - 1,24. Nieco lepiej jest w Bułgarii - 1,81, Francji - 1,66 czy na Węgrzech - 1,55. Czy jest jakaś jedna polityka, która może poprawić taką dzietność?
- Zacznę od wytłumaczenia, skąd się bierze ten „próg zastępowalności pokoleń”, bo bardzo często mówimy, że kobieta powinna mieć dwójkę dzieci. To jest tak, że dwoje rodziców zostawia po sobie dwójkę dzieci i wtedy mamy zastępowalność pokoleń. Polska jest absolutnie daleko od tego progu. W Polsce na jedną parę przypada 1,1 dziecka, czyli na 100 kobiet rodzi się 110 dzieci, więc to wygląda bardzo źle – patrząc z perspektywy demografii, gospodarki, naszego systemu ubezpieczeń społecznych. Program 800+ nie zadziałał, ale nie ma jednego, prostego mechanizmu, którym byśmy mogli zmienić wskaźniki dzietności.
Demografia bez złudzeń. Dlaczego młodzi nie chcą mieć dzieci?
Obserwujemy spadek dzietności nawet w krajach, które mają bardzo dobrze zorganizowany system - kobiety wracają do pracy, mają wsparcie ze strony państwa; tak jest we Francji. W tym kraju jest wysoka płodność, ale też poniżej 2.
Wspomniał pan o żłobkach - czy będą zamykane? Na pewno nie powinny, ponieważ są ważne dla kobiet, która wiedzą, że mają jakiś wybór i mogą zdecydować się na powrót do aktywności zawodowej. Myślę, że absolutnie powinniśmy się wstrzymać z likwidacją żłobków, one muszą być elementem polityki wspierania kobiet. Ważne też jest, żebyśmy wpierali kobiety w każdej decyzji. Jeżeli chcą zostać w domu i wychowywać dzieci, powinniśmy je w tym wspierać. Musimy uszanować decyzję ludzi, nie oceniać ich. Także decyzje o tym, jak zakładamy rodzinę. Pomagać kobietom, które chcą mieć dużo dzieci i tym, które decydują się na jedno dziecko.
Idzie nowe – demograficzna zmiana i rekonfiguracja porządku płci
Płodne powiaty Małopolski
Jak wygląda dzietność w Małopolsce?
- Małopolska tradycyjnie była uznawana za dość płodny region, wciąż jesteśmy w czołówce, ale płodność też spadła. Warto przeanalizować mapę naszego województwa - w dużych miastach płodność jest najmniejsza, ale w Nowym Sączu już nie jest tak źle. Kraków, Tarnów płodność jest niska. „Obwarzanek krakowski” lepiej, ale to są miejsca, do których młode rodziny wyprowadzają się i zakładają rodzinę, więc tam płodność będzie naturalnie większa. I mamy powiaty, w których rzeczywiście dzieci rodzi się więcej - wielicki, myślenicki, limanowski czy nowosądecki, ale już powiat gorlicki ma bardzo niską płodność.
Kłopoty z dzietnością są na całym świecie. A co z Afryką?
- I tam obserwujemy zmiany, które doprowadziły do „przejścia demograficznego”. Czyli zmienia się sytuacja demograficzna całych społeczeństw. Ludzie coraz dłużej żyją, nie umierają w młodym wieku. Dłuższe życie wpływa na liczbę rodzonych dzieci. Dawniej w Polsce też mieliśmy taką sytuację, kiedy kobieta rodziła piątkę dzieci, ale dorosłość osiągała dwójka, trójka. Więc jeżeli kobieta chciała mieć dwójkę dzieci, to musiała urodzić piątkę. To się zmieniło. Wymyśliliśmy szczepionki i antybiotyki, opracowaliśmy zasady higieny przy porodach. Kobiety przestały umierać, dzieci też. Mamy leki na choroby zakaźne, ludzie zaczęli żyć coraz dłużej. Okazało się, że dzieci dojrzewają do dorosłości i za tym poszły kolejne zmiany - kobiety zaczęły rodzić mniej dzieci. To obserwujemy teraz w Afryce, a więc cały czas jest dosyć duża płodność, ale jednak dużo niższa niż była jeszcze parę lat temu.
Polska się kurczy. Dlaczego nie chcemy mieć dzieci?
Agresywna polityka rodzinna Chin
Azja też ma chyba kłopot z dzietnością. Oczywiście są kraje, gdzie dzietność jest dosyć wysoka, ale spójrzmy na Chiny – była polityka jednego dziecka, która dziś zaczyna działać w ten sposób, że Chińczyków będzie nieco mniej, mimo że jest to naród, który ma ponad miliard obywateli.
- Tak, Chiny przez dekady były największą populacją na świecie, dziś to już Indie. To niestety jest efekt bardzo źle zaplanowanych, nieprzemyślanych i bardzo agresywnych ingerencji w decyzję o zakładaniu rodziny i posiadaniu dzieci. Przez lata w Chinach karano za posiadanie większej liczby potomstwa, potem wprowadzono politykę dwójki dzieci. Teraz Chiny chcą wprowadzić politykę trójki dzieci, ale nie da się. Tak nie działa świat. Żadna polityka nie wymusi na ludziach posiadania dzieci.
Ameryka Południowa ma współczynnik 1,59.
- Świat zmienia się bardzo szybko; wydaje nam się, że coś o nim wiemy, a za chwilę to już nieaktualne. Te zmiany niestety dotyczą całego globu. I rzeczywiście w Ameryce Łacińskiej płodność całkowita też jest poniżej 2.
Często mówimy, że to nie brak mieszkań jest przyczyną tego, że rodzi się mniej dzieci. Absolutnie nie mówię, że gdybyśmy mieli lepszą sytuację mieszkaniową, to rodziny byłyby pewniejsze jutra, chętniej i szybciej - być może - decydowały się na posiadanie potomstwa. Ale to nie jest odpowiedź na pytanie, skąd taka niska dzietność w Polsce. Ten sam problem mają też inni. Mówimy, że niepewność jutra, wojna u sąsiadów, ale przecież Kanady to nie dotyczy, a ona również ma kłopot z dzietnością.
Możemy obserwować inne kraje i ich działania, ale prawdopodobnie musimy zaakceptować, że mamy zupełnie nowy świat, w którym się rodzi mniej dzieci.
W Krakowie rodzi się mniej dzieci, ale mieszkańców jest więcej