Prawdopodobnie bez takiej obsady otrzymalibyśmy tkliwy, wymuskany, melodramatyczny ulep. Tymczasem dzięki Florence Pugh i Andref Garfieldowi powstała otulająca opowieść o rozmawianiu w związku, o związku – jak wskazuje gościni Magazynu Filmowego, krytyczka Małgorzata Steciak – jako materii żywej, adaptującej się do zastanych okoliczności, w końcu o miłości. Najważniejsze jednak jest to, że w opowieść tę można uwierzyć. Są oczywiście tacy, którzy nie wierzą, ale z tym już niczego nie możemy zrobić. Audycję prowadził Tadeusz Marek.
Posłuchaj rozmowy Tadeusza Marka z Małgorzatą Steciak
Najnowszy film Johna Crowleya to historia pewnej pary osadzona w trzech planach czasowych, które wzajemnie się przenikają. Wszystko przypomina przeglądanie albumu z widokówkami z życia, a ponieważ album jest w pamięci wszystko układa się nielinearnie. Impresyjna to zatem opowieść o zbliżaniu się do siebie i wchodzeniu w relację, staraniu się o narodziny dziecka, w końcu o chorobie. I choć – w istocie – widmo nowotworu unosi się tutaj nad każdym uśmiechem, romantycznym spojrzeniem czy sukcesem zawodowym, nie brakuje w narracji Crowleya i grze aktorów poczucia humoru. Udało się tutaj wyodrębnić jedną bardzo istotną prawdę o ludzkim życiu, że każda tragedia – czy tego chcemy czy nie – naznaczona jest komizmem, na trwale przyssanym do beznadziei. W najnowszym wydaniu Magazynu Filmowego swoimi przemyśleniami o „Sztuce Pięknego Życia” dzieliła się krytyczka filmowa a także project managerka koordynująca i prowadząca projekty filmowe i IT VR/AR.