Po wielu latach do kin wrócił jeden z najsłynniejszych filmów słynnego europejskiego reżysera. Haneke jak nikt inny potrafi opowiadać o mrokach ludzkiej natury. Tutaj czyni to raz po raz przełamując czwartą ścianę, budując narrację przy pomocy sztuczek montażowych i grając konwencją thrillera. Wszystko po to, by stworzyć lustro, w którym osoby film oglądające będą mogły się przejrzeć. Choć w "Funny Games" nie dominują efektowne, drastyczne sceny przemocy, to przemoc jest jedną z głównych bohaterek tej opowieści. Co z tego wynika? Po co takie filmy oglądać? W najnowszym wydaniu Magazynu Filmowego zastanawiają się nad tym Tadeusz Marek i filmoznawczyni, specjalistka od kina niemieckiego Ewa Fiuk.