Roztrzepany nastolatek pędzi przez miasto na elektrycznej hulajnodze, towarzyszy mu… młodsza siostra? Tylko, że to nie jest siostra. A zatem roztrzepany młody ojciec pędzi… - tak zaczyna się ten film. Potem będzie pomysł na biznes napędzany wydzieliną halucynogennej żaby, problem alkoholowy i mieszkanie w opuszczonym budynku (prawdopodobnie nielegalnie). Arnold w „Bird” zabiera nas na społeczny margines, w miejsce zapomniane przez Boga i burmistrza. To w takich okolicznościach dorasta Bailey, w podobnych okolicznościach dorastała sama reżyserka – córka nastolatków. Wszystko wyglądałoby na klasyczną inicjacyjną obyczajówkę z zadumą nad społecznymi patologiami w tle. Tymczasem reżyserka postanowiła przeciąć ten oswojony obrazek mieczem (nie zawsze jest bowiem subtelnie) fantastyki. Co z tego wyszło? Rozmawiają Tadeusz Marek i filmoznawczyni Magdalena Walo.