Race odpalone zostały w 68 minucie niedzielnego meczu Wisła Kraków - Legia Warszawa. Sędzia musiał przerwać spotkanie na kilka minut, bo dym ograniczał widoczność na boisku. "Jeśli choć jedna raca pojawia się na stadionie, na drugi dzień już nie będę prezesem Wisły" - taką obietnicę złożył kilka tygodni temu w rozmowie z reporterem Radia Kraków Ludwik Miętta-Miikołajewicz, tymczasowy prezes "Białej Gwiazdy". Po wczorajszym incydencie prawdopodobnie Mięta - Mikołajewicz w klubie jednak pozostanie - materiały pirotechniczne odpalili kibice Legii.
Nie wiadomo, czy i jakie konsekwencje spotkają Białą Gwiazdę po przegranym 0:3 meczu z Legią Warszawa. Race odpalili co prawda kibice gości, ale to służby porządkowe Białej Gwiazdy dopuściły do wniesienia ich na stadion. Kara dla Legii jest niemal pewna, Wiśle być może uda się uniknąć przykrych konsekwencji.
Jak poinformowała Radio Kraków Katarzyna Cisło z małopolskiej policji, po tym incydencie policja nie weszła na stadion, na razie nie zatrzymała też żadnego z kibiców, ale stadionowy monitoring ma posłużyć temu, by wyłapać osoby, które przy Reymonta użyły zakazanych materiałów pirotechnicznych.
Kibice Białej Gwiazdy, którzy do ostatniego miejsca wypełnili stadion Wisły, prawa co prawda nie złamali, ale trudno mówić o kulturalnym dopingu przy Reymonta. W trakcie całego spotkania z trybun padały wulgarne i obraźliwe okrzyki.
Karol Surówka/rnb