W krakowskim szpitalu im. Rydygiera zmarł mężczyzna poszkodowany w pożarze bacówki w Witowie. Miał 87 lat.
W piątek około 6.30 straż pożarna otrzymała zgłoszenie o wybuchu bacówki na granicy Kościeliska i Witowa. Bacówka spłonęła doszczętnie.
Poparzonego właściciela bacówki ratowały Agnieszka i Ania. Kiedy drewniany budynek stanął w płomieniach, zatrzymały samochód, wezwały pomoc i ugasiły płonące na mężczyźnie ubranie. "On wywrócił się przed szałasem. Agnieszka wzięła koc i zaczęla go gasić. Ja dzwoniłam na 112. Odciągnęłyśmy go od szałasu i wtedy zaczęły się wybuchy. Zatrzymywałyśmy samochody i pytałyśmy o wodę. Pani nam kazała go schładzać, ale nie miałyśmy już wody. Ludzie się zatrzymywali i dawali butelki. Jak mogli to pomogli"- mówiły kobiety.
Poparzony 87-latek w ciężkim stanie z rozległymi poparzeniami trzeciego i czwartego stopnia, został wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej i przewieziony do szpitala imienia Rydygiera w Krakowie. Niestety nie udało się go uratować.
Okoliczności pożaru bada policja.
Regina Korczak - Watycha/bp