Po kolejnym śmiertelnym wypadku na Orlej Perci powraca temat bezpieczeństwa na najtrudniejszym szlaku w polskiej części Tatr. W piątek turysta pośliznął się i spadł Żlebem Honoratki z Małego Koziego Wierchu - mężczyzna zginął na miejscu. Po tragicznym wypadku rozgorzała dyskusja, czy na Orlej Perci nie powinna powstać via ferrata, czyli tzw. "żelazna droga".
Śmiertelny wypadek w Tatrach. Turysta spadł z grani Orlej Perci
Via ferrata to montowany na szlaku system sztucznych zabezpieczeń, który pozwala poruszać się po nim ze sprzętem asekuracyjnym. Jan Krzysztof - naczelnik TOPR przyznaje, że system zwiększa bezpieczeństwo turysty, ale wtedy, gdy ten posiada odpowiedni sprzęt i doświadczenie. Niezbędna w tym wypadku byłaby uprząż asekuracyjna, lonża z absorberem i kask. "Osobiście nie jestem zwolennikiem via ferrata z powodów estetycznych. "Żelazna droga" to bardzo dużo żelastwa, lin stalowych, kotw, które szpecą ten krajobraz" - komentuje pomysł Jan Krzysztof.
W Polsce np. na Orlej Perci stosuje się zabezpieczenia w postaci stalowych klamr, łańcuchów i drabinek. I tu można stosować tzw. autoasekurację choć jest to trudniejsze niż przy via ferracie. W polskich Tatrach tylko znikoma część turystów posługuje się profesjonalnym sprzętem, choć kaski ochronne widać na trudniejszych szlakach coraz częściej.
Przemysław Bolechowski/jg