Sezon narciarski rozpoczęty, a wraz z nim do szpitali na Podhalu zaczęli się zgłaszać... pierwsi pechowcy. Chodzi o tych narciarzy i snowboardzistów, którzy podczas szaleństw na stokach narciarskich doznali różnego rodzaju urazów.
Posłuchaj materiału Przemka Bolechowskiego
Teraz jest ich znacznie więcej - są dni kiedy do zakopiańskiej placówki zgłasza się nawet 20 narciarzy. Podobnie jest i w szpitalu w Nowym Targu, do którego trafiają m.in. poszkodowani narciarze z Białki Tatrzańskiej. Dr Jacek Imioło, wicedyrektor placówki w Nowym Targu, tłumaczy w rozmowie z Radiem Kraków, że często przyczyną kontuzji jest brak zwykłej sprawności fizycznej miłośników nart czy deski snowboardowej.
- Turyści, którzy przyjeżdżają, na co dzień siedzą przy biurkach. Z dnia na dzień jadą na narty i uraz gotowy. A narciarstwo, jak każdy inny sport, wymaga przygotowania. Minimum 3 miesiące przed wyjazdem na urlop.
Obecnie obowiązek jazdy w kasku ochronnym mają dzieci i młodzież. Na szczęście i dorośli coraz częściej korzystają z takiej ochrony głowy - kask powoduje, że urazów czaszki na szczęście jest znacznie mniej niż w latach poprzednich. Ale wciąż spory odsetek poszkodowanych narciarzy musi korzystać z zabiegów chirurgicznych, aby wrócić do pełnej sprawności fizycznej.
(Przemek Bolechowski/ew)