W piątek około 6.30 straż pożarna otrzymała zgłoszenie o wybuchu bacówki na granicy Kościeliska i Witowa. Bacówka spłonęła doszczętnie. Starszy mężczyzna poparzony w wyniku pożaru odwieziony został do zakopiańskiego szpitala.
Posłuchaj co mówią Agnieszka i Ania
Życie mężczyźny, który został poparzony podczas pożaru bacówki uratowały Agnieszka i Ania. Kiedy drewniany budynek na granicy Witowa i Kościeliska stanął w płomieniach, one zatrzymały swój samochód, wezwały pomoc i ugasiły płonące na mężczyźnie ubranie. "On wywrócił się przed szałasem. Agnieszka wzięła koc i zaczęla go gasić. Ja dzwoniłam na 112. Odciągnęłyśmy go od szałasu i wtedy zaczęły się wybuchy. Zatrzymywałyśmy samochody i pytałyśmy o wodę. Pani nam kazała go schładzać, ale nie miałyśmy już wody. Ludzie się zatrzymywali i dawali butelki. Jak mogli to pomogli"- mówią kobiety.
Poparzony 87-latek jest w ciężkim stanie. Ma rozległe poparzenia trzeciego i czwartego stopnia. Został wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej i przewieziony do szpitala imienia Rydygiera w Krakowie.
Okoliczności pożaru bada policja. Nieoficjalnie wiadomo, że w bacówce eksplodowało kilka butli z gazem.
(Regina Korczak-Watycha/ko)