Chodzi o zdarzenia, które miały miejsce od początku grudnia na zorganizowanych stokach narciarskich na Podhalu. To wzrost o ponad 100 wypadków w analogicznym okresie poprzedniego roku. Do wypadków najczęściej dochodzi na skutek brawury, lub niedostatecznych umiejętności narciarskich szusujących.
- Standard. Urazy kończyn górnych, dolnych. U narciarzy częsciej są urazy stawów kolanowych. U snowboardzistów są barki i wybite ręce. Dominują nieszczęśliwe upadki. Jest trochę zderzeń z innymi osobami, ale tu w statystyce mamy akurat spadek - mówi Andrzej Marasek, ratownik TOPR.
Jeśli taka dynamika zachowa się do końca sezonu, padnie kolejny niechlubny rekord pod względem wypadków narciarskich. Pocieszające jest jedynie to, że Polacy nauczyli się szusować w kaskach. Ponad 90 procent osób, którym pomagali ratownicy TOPR, posiadało na głowach kaski.
RK/ko