Odpłatność za akcje ratunkowe w Tatrach i ubezpieczenia górskie? To od lat powtarzane pomysły na ograniczenie ilości wypadków w Tatrach. Ostatnie dni znów przyniosły sporo zdarzeń, w których do wypadków doszło na skutek lekkomyślności i braku odpowiedniego przygotowania turystów. Znów pojawiły się głosy, że wzorem Słowacji, w polskich Tatrach powinny pojawić się ubezpieczenia górskie.
Posłuchaj co mówi Jan Krzysztof, naczelnik TOPR
Jan Krzysztof, naczelnik TOPR tłumaczy jednak, że tak naprawdę słowackie rozwiązanie to odpłatne akcje ratunkowe a ubezpieczenia są dobrowolne. "Tam ubezpieczenie jest elementem zmniejszenia ryzyka pokrywania wysokich kosztów. Zwracam uwagę, że tylko 8% budżetu słowackich ratowników, stanowią wpływy z opłat za akcje ratownicze. Śmigłowiec funkcjonuje tam na innych zasadach. Czy to wpływa na bezpieczeństwo? Nie sądze. To dwie rózne sprawy" - podkreśla Krzysztof.
- Koszt akcji ratunkowej na Słowacji prowadzonej przez Horską Służbę jest zazwyczaj bardzo wysoki - ostrzega naczelnik TOPR. "Godzina pracy śmigłowca to 3-3,5 tysiące euro za godzinę. Średnio godzina pracy ratownika jest wyceniona na mniej więcej 80 euro. W zależności od ilości zaangażowanych osób i długości wyprawy ratunkowej, rachunki opiewają na 10-15 tysięcy euro. Ubezpieczenia są bardzo tanie. Kosztuje to około 2 złotych dziennie" - tłumaczy Jan Krzysztof.
W słowackich Tatrach od obowiązku uiszczenia rachunku za akcję ratunkową nie zwalnia też śmierć turysty. Wtedy rodzina poszkodowanego musi m.in zapłacić za transport zwłok z Tatr. W Polsce można od dawna kupić ubezpieczenia w przypadku wyjazdu na Słowację. Można też wykupić ogólne ubezpieczenie górskie, na wypadek wydarzenia w polskiej części Tatr.
(Przemysław Bolechowski/ko)