Sześć tygodni po tragicznym wypadku w Białce Tatrzańskiej, w którym zginęła siedemdziesięcioletnia kobieta i jej siedmioletni wnuczek, wciąż nie wiadomo czy ktoś usłyszy zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci. Prokuratura nadal czeka na opinie biegłych dotyczące konstrukcji drewnianej bramy, która runęła na turystów. Wiadomo, że była to samowola budowlana.
Co więcej, jak powiedział Radiu Kraków Rafał Porębski z prokuratury rejonowej w Zakopanem, na taśmie z monitoringu brakuje części nagrania. Jak podkreśla nic nie wskazuje na to, by zostało ono celowo wymazane, brakuje bowiem również części innych nagrań z innych dni. Taśmę badają teraz eksperci.
Przypomnijmy, 12 marca przy popularnej stacji narciarskiej w Białce Tatrzańskiej runął masywny drewniany szyld witający turystów, przygniatając kobietę i jej siedmioletniego wnuka. Babcia zmarła na miejscu, chłopiec w bardzo ciężkim stanie został przetransportowany do Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie-Prokocimiu. Mimo wysiłków lekarzy nie udało się go uratować.
Z ustaleń Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego w Zakopanem wynika, że konstrukcja była postawiona nielegalnie, bez wymaganych zezwoleń. Inspektorzy stwierdzili też, że drewniane słupy, podtrzymujące zwieńczenie "witacza", były zbutwiałe.
(RK/PAP/ko)