Przed nami kolejny sezon narciarski na Kasprowym Wierchu tymczasem popularne krzesła na Goryczkowej to urządzenia z lat 60. ubiegłego wieku. Wymagają one wymiany. Wystarczy przypomnieć, że kolej w kotle Goryczkowym w ciągu godziny może przewieźć zaledwie 700 osób. Tymczasem zmodernizowana kolej krzesełkowa w kotle Gąsienicowym ma trzykrotnie większą przepustowość.
Adam Bachleda Curuś, były burmistrz Zakopanego i orędnownik igrzysk olimpijskich pod Tatrami nie ma wątpliwości, że Goryczkowa to największa porażka stolicy Tatr w ostatnich latach.
"Na Kasprowym od kilkunastu lat nic się nie dzieje. To rola miasta. Miasto musi się starać. Jak nie ma oddziaływania miasta to nie ma siły przełożenia. Kasprowy oczywiście leży w chronionych terenach. Trudno mówić o rozwoju, ale to co mamy powinno być na światowym poziomie. Udało sie zmodernizować Gąsienicową, kolejkę na Kasprowy. O Gorycznową nikt nie zabiegał. Burmistrz ma ból głowy. NIe da się wszystkiego zrobić na raz, ale nie można zapomnieć o misyjności miasta" - podkreśla Bachleda Curuś.
Kolej krzesełkowa w kotle Goryczkowym to ostatnia część modernizacji urządzeń narciarskich na Kasprowym Wierchu. Choć PKL cały czas podkreśla, że właśnie na Goryczkowej niezbędna jest instalacja do dośnieżania terenu na części trasy. Obecnie prowadzone są w tej sprawie rozmowy, choć TPN wielokrotnie negatywnie oceniał ten projekt.
(Przemysław Bolechowski/ko)